niedziela, 3 kwietnia 2016
Nowy rozdział
Witam wszystkich serdecznie :) Widzę, że pomimo braku mojej aktywności w ostatnim czasie, mój blog wciąż odwiedza sporo osób. Jest mi z tego powodu bardzo miło :) Chciałabym poinformować, że pracuję nad kolejnym rozdziałem, pojawi się on jednak dopiero pod koniec kwietnia, ponieważ dopiero wtedy będę miała wystarczająco dużo czasu aby przysiąść i go dokończyć. Mimo to zachęcam do dalszego obserwowania mojego bloga :)
czwartek, 4 lutego 2016
Rozdział 6
- Jenny, proszę obudź się.- Jennifer otworzyła oczy, a jej
wzrok powoli zaczął się wyostrzać.- Boże, Jenny tak się wystraszyłam.- Ula
odetchnęła z ulgą.
- Co się stało?
- Zemdlałaś. To się zdarza w twoim wieku. Dojrzewacie i tak to czasem bywa. Czym się aż tak zdenerwowałaś?
- Jak długo byłam nieprzytomna?
- Około 10 minut.
- Pogotowie w drodze?
- Co się stało?
- Zemdlałaś. To się zdarza w twoim wieku. Dojrzewacie i tak to czasem bywa. Czym się aż tak zdenerwowałaś?
- Jak długo byłam nieprzytomna?
- Około 10 minut.
- Pogotowie w drodze?
Jennifer nadal leżąc rozglądała się po pomieszczeniu. Ściany były beżowego koloru, a meble ciemnego brązu. Na ciemnych panelach leżał biały i puchaty dywan. Znajdowały się w pokoju Oliwii, jednej ze sprzątaczek. Nic w tym dziwnego
biorąc pod uwagę, że zarówno pokój sióstr jak i Uli został zdemolowany.
- Uznałam… że to nie jest konieczne. Już się czujesz lepiej, prawda?
- Nie czas już zakończyć tą szopkę?- Odparła Jennifer, widząc siostry stojące tuż za Urszulą. Wygląda na to, że nikt jeszcze nie poruszył tego tematu.- To nie my zniszczyłyśmy twój i nasz pokój.
- Nieźle ci szło udawanie przez te wszystkie lata.- Vanessa odważyła się odezwać.
- O czym wy mówicie? Nie rozumiem.- Udawała zdziwioną, lekko przygryzała dolną wargę.
- Mówimy o tym, że to ciebie kazali nam szukać nasi biologiczni rodzice. Mam rację Hedero?- Megan chwyciła kobietę za ramię.
- Przestań!- Ula wyrwała się z uścisku Meg. Wyraźnie ją to zabolało.
- Pozwól, że ci pomogę.- Jennifer jeszcze z trudem i mroczkami przed oczami usiadła i chwyciła za miejsce, którego wcześniej dotykała jej siostra. Ramię kobiety pokryło się lekkim szronem, który znikł w momencie, gdy Jennifer opuściła dłoń.
- Dobrze już dobrze. Jestem Hederą.- Kobieta wstała, a Jennifer opadła na poduszkę.- Wszystko w porządku? Śnieżynko, hej!- Kobieta od zawsze zwracała się do nich pieszczotliwie, pomimo ich wieku, ale dziewczynom to nie przeszkadzało. Czuły się dzięki temu przez kogoś kochane.
- Po prostu jeszcze trochę kręci mi się w głowie, to tyle.- Jennifer próbowała wstać, ale Ula ją powstrzymała.
- Leż. Póki nie panujecie nad swoimi umiejętnościami, wasze emocje z nimi nie współgrają. Mocniej niż ludzie reagujecie na radość, strach, panikę, złość i inne emocje. Jak twoje ręce?
- Ręce?- Jennifer podniosła prawą rękę i zobaczyła szron, który sięgał prawie do łokcia.
- Możesz nimi ruszać, to znaczy, że już lepiej. Doświadczyłaś lekkiego ataku paniki. Zdarzy się wam to jeszcze z pewnością nieraz nim okiełznacie moce.
- Lekkiego? To ja nie chcę wiedzieć jak będzie wyglądał duży.- Vanessa próbowała rozładować napięcie, a Ula się uśmiechnęła.
- Nie ma pewności, że przy kolejnej takiej sytuacji stanie się to samo. Musicie więc być przygotowane na wszystko.
- Dlaczego nie chciałaś się przyznać, że to ty jesteś Hederą?- Zapytała Jennifer obracając głowę w jej stronę.
- Jeden z Łowców Żywiołów potrafi zmienić się w dowolną osobę. Nie mogłam zaryzykować, że wydam siebie i was.
- Ulu…- Zaczęła Megan.- Jaką ty masz moc?
- Władam przyrodą jak Vanessa.
- To Łowcy Żywiołów.- Jennifer chciała wstać, ale Urszula znów ją powstrzymała. Jenny położyła więc głowę na poduszkę.
- O czym ty mówisz?- Ula pobladła.
- Widziałam ich.- Jennifer kontynuowała.- Byłam w twoim pokoju, poczułam coś dziwnego, a potem usłyszałam ich zza zamkniętych drzwi…
- Chwila, co robiłaś w moim pokoju?
- Nie gniewaj się. Po prostu szukałam czegoś co pozwoliłoby nam upewnić się, że jesteś Hederą. Kontynuując. Weszłam szybko pod twoje łóżko, a potem… to może już lepiej pokaże ci nagranie.
- Nie czas już zakończyć tą szopkę?- Odparła Jennifer, widząc siostry stojące tuż za Urszulą. Wygląda na to, że nikt jeszcze nie poruszył tego tematu.- To nie my zniszczyłyśmy twój i nasz pokój.
- Nieźle ci szło udawanie przez te wszystkie lata.- Vanessa odważyła się odezwać.
- O czym wy mówicie? Nie rozumiem.- Udawała zdziwioną, lekko przygryzała dolną wargę.
- Mówimy o tym, że to ciebie kazali nam szukać nasi biologiczni rodzice. Mam rację Hedero?- Megan chwyciła kobietę za ramię.
- Przestań!- Ula wyrwała się z uścisku Meg. Wyraźnie ją to zabolało.
- Pozwól, że ci pomogę.- Jennifer jeszcze z trudem i mroczkami przed oczami usiadła i chwyciła za miejsce, którego wcześniej dotykała jej siostra. Ramię kobiety pokryło się lekkim szronem, który znikł w momencie, gdy Jennifer opuściła dłoń.
- Dobrze już dobrze. Jestem Hederą.- Kobieta wstała, a Jennifer opadła na poduszkę.- Wszystko w porządku? Śnieżynko, hej!- Kobieta od zawsze zwracała się do nich pieszczotliwie, pomimo ich wieku, ale dziewczynom to nie przeszkadzało. Czuły się dzięki temu przez kogoś kochane.
- Po prostu jeszcze trochę kręci mi się w głowie, to tyle.- Jennifer próbowała wstać, ale Ula ją powstrzymała.
- Leż. Póki nie panujecie nad swoimi umiejętnościami, wasze emocje z nimi nie współgrają. Mocniej niż ludzie reagujecie na radość, strach, panikę, złość i inne emocje. Jak twoje ręce?
- Ręce?- Jennifer podniosła prawą rękę i zobaczyła szron, który sięgał prawie do łokcia.
- Możesz nimi ruszać, to znaczy, że już lepiej. Doświadczyłaś lekkiego ataku paniki. Zdarzy się wam to jeszcze z pewnością nieraz nim okiełznacie moce.
- Lekkiego? To ja nie chcę wiedzieć jak będzie wyglądał duży.- Vanessa próbowała rozładować napięcie, a Ula się uśmiechnęła.
- Nie ma pewności, że przy kolejnej takiej sytuacji stanie się to samo. Musicie więc być przygotowane na wszystko.
- Dlaczego nie chciałaś się przyznać, że to ty jesteś Hederą?- Zapytała Jennifer obracając głowę w jej stronę.
- Jeden z Łowców Żywiołów potrafi zmienić się w dowolną osobę. Nie mogłam zaryzykować, że wydam siebie i was.
- Ulu…- Zaczęła Megan.- Jaką ty masz moc?
- Władam przyrodą jak Vanessa.
- To Łowcy Żywiołów.- Jennifer chciała wstać, ale Urszula znów ją powstrzymała. Jenny położyła więc głowę na poduszkę.
- O czym ty mówisz?- Ula pobladła.
- Widziałam ich.- Jennifer kontynuowała.- Byłam w twoim pokoju, poczułam coś dziwnego, a potem usłyszałam ich zza zamkniętych drzwi…
- Chwila, co robiłaś w moim pokoju?
- Nie gniewaj się. Po prostu szukałam czegoś co pozwoliłoby nam upewnić się, że jesteś Hederą. Kontynuując. Weszłam szybko pod twoje łóżko, a potem… to może już lepiej pokaże ci nagranie.
Megan wybiegła i po kilku chwilach wróciła nawet nie
zdyszana, z monitorem, po czym odtworzyła nagranie.
- Nie do wiary…po tylu latach.
- To nie wszystko. Zemdlałam bo….bo przeraziłam się tym co zobaczyłam. Gdy stanęłam w progu twojego pokoju… bałagan był większy niż gdy z niego wychodziłyśmy. Musieli wrócić zaraz po tym jak wyszłyśmy i przeraziłam się myślą, że widzieli jak wychodziłam spod łóżka i, że wiedzą, że ich widziałam.
- Spokojnie. Nie denerwujcie się.- Ula powiedziała to do wszystkich, ponieważ po słowach Jennifer, Vanessa i Megan również o mało nie zaczęły panikować.- Już poszli, ale nadal nie chce mi się wierzyć, że po tylu latach udało im się nas znaleźć.- Zwracając się do Meg i Jennifer.- Musicie odnaleźć swoich opiekunów. Ja mogę wam dać jedynie kilka wskazówek. To oni będą was uczyć jak rozwijać swoją moc. W tym mogę pomóc tylko Vanessie.
- Nie wiesz chociaż kim oni są?- Jennifer wbrew nakazowi Uli usiadła na łóżku.
- Niestety nie. Wiem tylko, że z pewnością opiekowali się wami przez te lata.
- Powiedz mi.- Zaczęła Jennifer.- Co to było za dziwne uczucie, które miałam zanim jeszcze usłyszałam ich głosy?
- Wyczuwasz ludzi, którzy mają moc. Nie wszyscy to potrafią. Jako królewskie córki powinnyście posiadać tą zdolność, ale nie jest powiedziane, że ją macie. Spójrz.- Ula zmieniła temat.- Twoje ręce już wyglądają normalnie. Teraz możesz wstać.
- Rzeczywiście… zaraz…nasz pokój.- Jennifer wstała i szybko, ale cicho zamknęła drzwi od pokoju, w którym aktualnie przebywają.
- Jenny, co się dzieje?- Megan się zaniepokoiła.
- Też to czuję.- Powiedziały jednocześnie Ula i Vanessa.
- Ale co czujecie…czyli o to wam chodziło?- Megan najwidoczniej też to wyczuła, ponieważ widać było gęsią skórkę na jej ciele.
- Są w naszym pokoju. Czego tam jeszcze szukają?- Jennifer wzdrygnęła się siadając na łóżko.
- Chyba wyczuli twój strach. Uaktywniłaś swoją moc, bo pokryłaś się szronem. Zresztą po tym jak zemdlałaś w włosach Vanessy pojawiły się gałązki róży, a z Meg zaczął ulatywać dym, który o mało nie włączył alarmu przeciwpożarowego. Musicie być spokojne.
- Ale musisz przyznać, że było mi ładnie z tymi gałązkami. Coś mówią.- Vanessa delikatnie poruszyła uszami jak nasłuchujące zwierzę.
- Poczekajcie. Przecież zostawiłam kamerki na naszych łóżkach, a monitor mamy tutaj. Możemy zobaczyć i usłyszeć co mówią.
- No to włączaj, szybko.- Vanessa pogania Megan.
- Gotowe.- Meg ustawiła monitor na szafce nocnej.
- To nie wszystko. Zemdlałam bo….bo przeraziłam się tym co zobaczyłam. Gdy stanęłam w progu twojego pokoju… bałagan był większy niż gdy z niego wychodziłyśmy. Musieli wrócić zaraz po tym jak wyszłyśmy i przeraziłam się myślą, że widzieli jak wychodziłam spod łóżka i, że wiedzą, że ich widziałam.
- Spokojnie. Nie denerwujcie się.- Ula powiedziała to do wszystkich, ponieważ po słowach Jennifer, Vanessa i Megan również o mało nie zaczęły panikować.- Już poszli, ale nadal nie chce mi się wierzyć, że po tylu latach udało im się nas znaleźć.- Zwracając się do Meg i Jennifer.- Musicie odnaleźć swoich opiekunów. Ja mogę wam dać jedynie kilka wskazówek. To oni będą was uczyć jak rozwijać swoją moc. W tym mogę pomóc tylko Vanessie.
- Nie wiesz chociaż kim oni są?- Jennifer wbrew nakazowi Uli usiadła na łóżku.
- Niestety nie. Wiem tylko, że z pewnością opiekowali się wami przez te lata.
- Powiedz mi.- Zaczęła Jennifer.- Co to było za dziwne uczucie, które miałam zanim jeszcze usłyszałam ich głosy?
- Wyczuwasz ludzi, którzy mają moc. Nie wszyscy to potrafią. Jako królewskie córki powinnyście posiadać tą zdolność, ale nie jest powiedziane, że ją macie. Spójrz.- Ula zmieniła temat.- Twoje ręce już wyglądają normalnie. Teraz możesz wstać.
- Rzeczywiście… zaraz…nasz pokój.- Jennifer wstała i szybko, ale cicho zamknęła drzwi od pokoju, w którym aktualnie przebywają.
- Jenny, co się dzieje?- Megan się zaniepokoiła.
- Też to czuję.- Powiedziały jednocześnie Ula i Vanessa.
- Ale co czujecie…czyli o to wam chodziło?- Megan najwidoczniej też to wyczuła, ponieważ widać było gęsią skórkę na jej ciele.
- Są w naszym pokoju. Czego tam jeszcze szukają?- Jennifer wzdrygnęła się siadając na łóżko.
- Chyba wyczuli twój strach. Uaktywniłaś swoją moc, bo pokryłaś się szronem. Zresztą po tym jak zemdlałaś w włosach Vanessy pojawiły się gałązki róży, a z Meg zaczął ulatywać dym, który o mało nie włączył alarmu przeciwpożarowego. Musicie być spokojne.
- Ale musisz przyznać, że było mi ładnie z tymi gałązkami. Coś mówią.- Vanessa delikatnie poruszyła uszami jak nasłuchujące zwierzę.
- Poczekajcie. Przecież zostawiłam kamerki na naszych łóżkach, a monitor mamy tutaj. Możemy zobaczyć i usłyszeć co mówią.
- No to włączaj, szybko.- Vanessa pogania Megan.
- Gotowe.- Meg ustawiła monitor na szafce nocnej.
Usiadły na łóżku Oliwii ustawionym lewym bokiem do ściany.
- Po co tu wróciliśmy?-
Mężczyzna z aksamitnym głosem odezwał się jako pierwszy.
- Bo wyczułem tu nagły, spory przypływ energii nienależącej do Hedery.- Odparł mężczyzna w glanach.
-Mieszka tu raczej tylko jedna z tych dziewczyn. Myślę, że nie są na tyle głupi aby ukryć je wszystkie w jednym miejscu.- Czwarty głos podszedł do szafy i przykucnął.- Nix tu mieszka.
- Po czym tak sądzisz?- Mężczyzna w glanach podszedł do niego.
- Płatki kwiatów okryte lodem.
- Może to zwykły przypadek. Nie możemy…- Mężczyzna w glanach wyglądał jakby próbował odwieść znajomego specjalnie.
- To zwykły przypadek, że w domu, w którym mieszka Hedera, w pokoju nastolatki znajdujemy zamrożone płatki róży? Czuję tu jeszcze energię lasu… to pewnie Hedera.
- Czyli jedną już mamy. Co robimy?- Odezwał się aksamitny głos.
- Na razie tu nie wracajmy. Nigdzie nam przecież nie uciekną. W końcu tu mieszkają. Powinniśmy poszukać pozostałej trójki. Chyba nie szukaliśmy jeszcze w Norwegii. Myślę, że za jakiś miesiąc będziemy mogli tu spokojnie wrócić.
- Miesiąc? A co jeśli zdąży opanować swoją moc?- Mężczyzna z aksamitnym głosem się odezwał.
- Daj spokój. Powołaniem Hedery jest przyroda a nie lód. Nie da rady jej niczego nauczyć. Poza tym musiałaby być naprawdę zdolna, by w miesiąc opanować coś co powinna umieć od szesnastu lat.
- Chodźmy już. U Hedery o mało nas nie przyłapały, a teraz jesteśmy w ich pokoju.- Mężczyzna w glanach podszedł do okna.
- Poczekaj. Co się tak gorączkujesz? Z naszej czwórki ty najlepiej wyczuwasz energię. Znaczy się, jest jeszcze Torrens, ale aktualnie przepływa przez Ocean Indyjski w stronę Australii. To jej biurko.- Podniósł coś z zauważonego mebla.- Śliczna. Piękne zdjęcie. Normalnie skóra zdarta z matki. Claro.- Zwrócił się do mężczyzny w glanach.- Może poderwiesz ją jak jej matkę? W końcu Fluminis też była od ciebie o sto lat młodsza.
- Zamknij się.- Claro warknął do znajomego.
- Wyluzuj, tak się tylko z tobą droczę. Ma wspaniałe rysunki.- Przeglądał dalej znaleziska.- Oczywiście dużo płatków śniegu. Spójrz na nie Claro, w końcu to twój żywioł. Narysowała nawet własnych rodziców. Niesamowite.- Mówił ze szczerym podziwem.- No proszę, jesteś i ty!- Mężczyzna podał Claro rysunek, na którym ten był. Rysunek idealnie odwzorowuje rzeczywistą postać narysowanego. Jest nawet tak samo ubrany. Claro wpatrywał się w dzieło nie mówiąc nawet słowa.- To musi być przeznaczenie.
- Powiedziałem żebyś się zamknął!- Claro złożył dłoń w pięść i z całej siły uderzył kolegę w twarz. Ten upadł na ziemię, a krew cienką stróżką płynęła mu z nosa.
- Ogarnij się chłopie! Masz problemy z agresją, czy co?! Spadamy, bo Claremu zaczyna odwalać.
- Bo wyczułem tu nagły, spory przypływ energii nienależącej do Hedery.- Odparł mężczyzna w glanach.
-Mieszka tu raczej tylko jedna z tych dziewczyn. Myślę, że nie są na tyle głupi aby ukryć je wszystkie w jednym miejscu.- Czwarty głos podszedł do szafy i przykucnął.- Nix tu mieszka.
- Po czym tak sądzisz?- Mężczyzna w glanach podszedł do niego.
- Płatki kwiatów okryte lodem.
- Może to zwykły przypadek. Nie możemy…- Mężczyzna w glanach wyglądał jakby próbował odwieść znajomego specjalnie.
- To zwykły przypadek, że w domu, w którym mieszka Hedera, w pokoju nastolatki znajdujemy zamrożone płatki róży? Czuję tu jeszcze energię lasu… to pewnie Hedera.
- Czyli jedną już mamy. Co robimy?- Odezwał się aksamitny głos.
- Na razie tu nie wracajmy. Nigdzie nam przecież nie uciekną. W końcu tu mieszkają. Powinniśmy poszukać pozostałej trójki. Chyba nie szukaliśmy jeszcze w Norwegii. Myślę, że za jakiś miesiąc będziemy mogli tu spokojnie wrócić.
- Miesiąc? A co jeśli zdąży opanować swoją moc?- Mężczyzna z aksamitnym głosem się odezwał.
- Daj spokój. Powołaniem Hedery jest przyroda a nie lód. Nie da rady jej niczego nauczyć. Poza tym musiałaby być naprawdę zdolna, by w miesiąc opanować coś co powinna umieć od szesnastu lat.
- Chodźmy już. U Hedery o mało nas nie przyłapały, a teraz jesteśmy w ich pokoju.- Mężczyzna w glanach podszedł do okna.
- Poczekaj. Co się tak gorączkujesz? Z naszej czwórki ty najlepiej wyczuwasz energię. Znaczy się, jest jeszcze Torrens, ale aktualnie przepływa przez Ocean Indyjski w stronę Australii. To jej biurko.- Podniósł coś z zauważonego mebla.- Śliczna. Piękne zdjęcie. Normalnie skóra zdarta z matki. Claro.- Zwrócił się do mężczyzny w glanach.- Może poderwiesz ją jak jej matkę? W końcu Fluminis też była od ciebie o sto lat młodsza.
- Zamknij się.- Claro warknął do znajomego.
- Wyluzuj, tak się tylko z tobą droczę. Ma wspaniałe rysunki.- Przeglądał dalej znaleziska.- Oczywiście dużo płatków śniegu. Spójrz na nie Claro, w końcu to twój żywioł. Narysowała nawet własnych rodziców. Niesamowite.- Mówił ze szczerym podziwem.- No proszę, jesteś i ty!- Mężczyzna podał Claro rysunek, na którym ten był. Rysunek idealnie odwzorowuje rzeczywistą postać narysowanego. Jest nawet tak samo ubrany. Claro wpatrywał się w dzieło nie mówiąc nawet słowa.- To musi być przeznaczenie.
- Powiedziałem żebyś się zamknął!- Claro złożył dłoń w pięść i z całej siły uderzył kolegę w twarz. Ten upadł na ziemię, a krew cienką stróżką płynęła mu z nosa.
- Ogarnij się chłopie! Masz problemy z agresją, czy co?! Spadamy, bo Claremu zaczyna odwalać.
Cicho wyszli przez
okno.
- Nie wyczuli nas.- Megan zwróciła się do Vanessy.-… ale za
to…
- Ale za to wyczuli mnie.- Dokończyła Jennifer.
- Musimy szybko znaleźć twojego opiekuna. Same słyszałyście. Mamy tylko miesiąc lub nawet mniej. To bardzo mało czasu.- Meg wyłączyła ekran.
- A co z twoim opiekunem?- Jennifer podeszła do siostry.
- Mój może poczekać. Nie wiedzą, że tak naprawdę mają całą trójkę pod nosem. To ty jesteś w niebezpieczeństwie.- Jennifer była zdumiona, ponieważ nie spodziewała się, że Megan okaże jej tyle zrozumienia.
- No dobrze, ale nie wiemy od czego zacząć. Gdzie mamy szukać?- Jennifer zwróciła się do Urszuli.
- Nie wiem. Mogę was tylko nauczyć jak opanować choć w części waszą moc, tak żebyście nie wydały się przy ludziach. Tak w ogóle o co im chodziło, gdy mówili o tym, że muszą znaleźć jeszcze trzy?
- W nocy nasze pierścienie się… połączyły. Ukazali się nam nasi rodzice. Mówili o zaginionej dziewczynie, która włada żywiołem powietrza.- Vanessa zaczęła tłumaczyć.
- No tak! Wiadomości. Przez te szesnaście lat całkiem o nich zapomniałam. To znaczy… że Aura jest w niebezpieczeństwie, a ja nie wiem czy jest bezpieczna… i czy jej biologiczni rodzice żyją.
- Co?! To znaczy, że jest możliwe, że jej rodzice żyją?- Vanessa usiadła obok Uli.
- Tak. Podczas jednego z ataku Łowców na zamek, wszystkie cztery rodziny królewskie razem z wami przebywały na terenie żywiołu ognia. Omawiali właśnie plan ucieczki na Ziemię, ponieważ wiedzieli, że póki są na Uranium, Łowcy nie dadzą im spokoju. Właśnie wtedy mężczyźni przypuścili atak. Tym razem waszym rodzicom udało się przeżyć. Łowcy odpuścili, ale w tym całym zamieszaniu Aura wraz z rodzicami zniknęła. Ukryli się gdzieś. Wtedy widziano ich po raz ostatni. Szukaliśmy ich wszędzie. Niestety z marnym skutkiem. Zastanawialiśmy się, czy nie odlecieli na Ziemię. Pozostały nam tylko domysły. Po tym incydencie wasi rodzice zrozumieli, że tak długo póki żyją, Łowcy nie odpuszczą. Postanowili was wtedy ukryć, a sami poświęcili się, byście mogły żyć. Widziałam waszych opiekunów, lecz w drodze na Ziemi pojawiły się komplikacje. Sama już nie pamiętam co dokładnie się wtedy stało. Znalazłam dom pani Stone. Najpierw podrzuciłam waszą trójkę pod jej drzwi. Następnego dnia zatrudniłam się u niej jako pomoc domowa.
- Łał…- Megan tylko tyle była w stanie powiedzieć.
- Czemu chcą nas zabić? Żyłybyśmy tu na Ziemi w świadomości, że gdzieś tam jest sobie nasza planeta.- Jennifer pomimo, że zadała to pytanie, zamyślona wpatrywała się w wyłączony ekran.
- Nie chcą was zabić. Chcą was pozbawić mocy, a to jest gorsze od śmierci. Bez nich nie jesteście w stanie dalej żyć. Macie wrażenie jakby wyrywali część ciebie, twoją duszę, wspomnienia, dzięki którym jesteście silniejsze, aż w końcu nie zostanie w was nic, tylko ciemność, która was coraz bardziej wciąga.
- Pocieszające.- Jennifer spojrzała na Urszulę.
- Skąd możesz to wiedzieć?- Meg się zaciekawiła.
- Bo sama cudem to przeżyłam. Okropnie bolesne. Tego uczucia nie da się do niczego przyrównać. Uratował mnie mój brat, czyli twój tata kwiatuszku.- Ula wciąż siedząc na łóżku, oparła się o ścianę. Uśmiechnęła się do swoich myśli.- Był jedyny w swoim rodzaju. Pomijając. Musisz być bardzo ostrożna Jenny. Mogą zaatakować w każdej chwili…
- Mamy miesiąc czasu.- Jennifer jej przerwała.- Jeżeli przez ten czas nie wyściubię nosa poza ten dom, nie znajdę mojego opiekuna, co jest równoznaczne z wyrokiem śmierci.- Wstała.- Muszę żyć jak do tej pory. Tylko w ten sposób istnieje szansa, że znajdę jego bądź ją.
- Racja. Mamy czas do powrotu mamy z wyjazdu. Później będzie cienko. Łowcy będą mogli wparować tu kiedy zechcą. Co jeśli nie będziemy w stanie jej ochronić?- Tym razem to Megan się zmartwiła. Jej ubranie zaczęło się palić.- Cholera!- Wrzasnęła. Jennifer w panice skierowała na nią swoją rękę. Sama nie wiedziała czemu to zrobiła. Podpowiedział jej to instynkt. Nad Megan pojawiła się ciemna chmura, z której zaczął padać deszcz. Meg syknęła z bólu i upadła na podłogę. Ugasiła pożar, ale skrzywdziła siostrę.
- Ale za to wyczuli mnie.- Dokończyła Jennifer.
- Musimy szybko znaleźć twojego opiekuna. Same słyszałyście. Mamy tylko miesiąc lub nawet mniej. To bardzo mało czasu.- Meg wyłączyła ekran.
- A co z twoim opiekunem?- Jennifer podeszła do siostry.
- Mój może poczekać. Nie wiedzą, że tak naprawdę mają całą trójkę pod nosem. To ty jesteś w niebezpieczeństwie.- Jennifer była zdumiona, ponieważ nie spodziewała się, że Megan okaże jej tyle zrozumienia.
- No dobrze, ale nie wiemy od czego zacząć. Gdzie mamy szukać?- Jennifer zwróciła się do Urszuli.
- Nie wiem. Mogę was tylko nauczyć jak opanować choć w części waszą moc, tak żebyście nie wydały się przy ludziach. Tak w ogóle o co im chodziło, gdy mówili o tym, że muszą znaleźć jeszcze trzy?
- W nocy nasze pierścienie się… połączyły. Ukazali się nam nasi rodzice. Mówili o zaginionej dziewczynie, która włada żywiołem powietrza.- Vanessa zaczęła tłumaczyć.
- No tak! Wiadomości. Przez te szesnaście lat całkiem o nich zapomniałam. To znaczy… że Aura jest w niebezpieczeństwie, a ja nie wiem czy jest bezpieczna… i czy jej biologiczni rodzice żyją.
- Co?! To znaczy, że jest możliwe, że jej rodzice żyją?- Vanessa usiadła obok Uli.
- Tak. Podczas jednego z ataku Łowców na zamek, wszystkie cztery rodziny królewskie razem z wami przebywały na terenie żywiołu ognia. Omawiali właśnie plan ucieczki na Ziemię, ponieważ wiedzieli, że póki są na Uranium, Łowcy nie dadzą im spokoju. Właśnie wtedy mężczyźni przypuścili atak. Tym razem waszym rodzicom udało się przeżyć. Łowcy odpuścili, ale w tym całym zamieszaniu Aura wraz z rodzicami zniknęła. Ukryli się gdzieś. Wtedy widziano ich po raz ostatni. Szukaliśmy ich wszędzie. Niestety z marnym skutkiem. Zastanawialiśmy się, czy nie odlecieli na Ziemię. Pozostały nam tylko domysły. Po tym incydencie wasi rodzice zrozumieli, że tak długo póki żyją, Łowcy nie odpuszczą. Postanowili was wtedy ukryć, a sami poświęcili się, byście mogły żyć. Widziałam waszych opiekunów, lecz w drodze na Ziemi pojawiły się komplikacje. Sama już nie pamiętam co dokładnie się wtedy stało. Znalazłam dom pani Stone. Najpierw podrzuciłam waszą trójkę pod jej drzwi. Następnego dnia zatrudniłam się u niej jako pomoc domowa.
- Łał…- Megan tylko tyle była w stanie powiedzieć.
- Czemu chcą nas zabić? Żyłybyśmy tu na Ziemi w świadomości, że gdzieś tam jest sobie nasza planeta.- Jennifer pomimo, że zadała to pytanie, zamyślona wpatrywała się w wyłączony ekran.
- Nie chcą was zabić. Chcą was pozbawić mocy, a to jest gorsze od śmierci. Bez nich nie jesteście w stanie dalej żyć. Macie wrażenie jakby wyrywali część ciebie, twoją duszę, wspomnienia, dzięki którym jesteście silniejsze, aż w końcu nie zostanie w was nic, tylko ciemność, która was coraz bardziej wciąga.
- Pocieszające.- Jennifer spojrzała na Urszulę.
- Skąd możesz to wiedzieć?- Meg się zaciekawiła.
- Bo sama cudem to przeżyłam. Okropnie bolesne. Tego uczucia nie da się do niczego przyrównać. Uratował mnie mój brat, czyli twój tata kwiatuszku.- Ula wciąż siedząc na łóżku, oparła się o ścianę. Uśmiechnęła się do swoich myśli.- Był jedyny w swoim rodzaju. Pomijając. Musisz być bardzo ostrożna Jenny. Mogą zaatakować w każdej chwili…
- Mamy miesiąc czasu.- Jennifer jej przerwała.- Jeżeli przez ten czas nie wyściubię nosa poza ten dom, nie znajdę mojego opiekuna, co jest równoznaczne z wyrokiem śmierci.- Wstała.- Muszę żyć jak do tej pory. Tylko w ten sposób istnieje szansa, że znajdę jego bądź ją.
- Racja. Mamy czas do powrotu mamy z wyjazdu. Później będzie cienko. Łowcy będą mogli wparować tu kiedy zechcą. Co jeśli nie będziemy w stanie jej ochronić?- Tym razem to Megan się zmartwiła. Jej ubranie zaczęło się palić.- Cholera!- Wrzasnęła. Jennifer w panice skierowała na nią swoją rękę. Sama nie wiedziała czemu to zrobiła. Podpowiedział jej to instynkt. Nad Megan pojawiła się ciemna chmura, z której zaczął padać deszcz. Meg syknęła z bólu i upadła na podłogę. Ugasiła pożar, ale skrzywdziła siostrę.
- Przestań!- Ula chwyciła Jennifer za rękę. Ta ocknęła się jakby
z transu i upadając na czworaka ciężko dyszała.
- Nic ci nie jest?- Powiedziała Jennifer do siostry, która mozolnie podniosła się z ziemi. Sama również zaczęła wstawać.
- Nic. Chciałaś dobrze.
- Gdy tylko opanujecie moce, wszystko się unormuje.
- To znaczy, że będziemy miały normalną temperaturę ciała?- Spytała Vanessa.
- Tak. To znaczy, będziecie mogły ją „regulować”, ale to uda się dopiero po tym jak już opanujecie swoje umiejętności.
- To dobrze. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś by do mnie przez przypadek przymarzł.- Jennifer się zaśmiała.
- Wszystko fajnie i pięknie, ale przypominam, że nasze pokoje wyglądają jak po wybuchu bomby.- Megan przesadnie zatupała stopą o panele.
- Dobrze, że mama wyjechała, inaczej miałybyśmy duże problemy z wytłumaczeniem, kto tak naprawdę jest winny całemu bałaganowi.- Vanessa podeszła w stronę drzwi.
- Może najpierw zajmiemy się waszym pokojem, a potem wy pomożecie ogarnąć mój?- Spytała Ula.
- Pewnie.- Megan przystała na propozycję.
- Nic ci nie jest?- Powiedziała Jennifer do siostry, która mozolnie podniosła się z ziemi. Sama również zaczęła wstawać.
- Nic. Chciałaś dobrze.
- Gdy tylko opanujecie moce, wszystko się unormuje.
- To znaczy, że będziemy miały normalną temperaturę ciała?- Spytała Vanessa.
- Tak. To znaczy, będziecie mogły ją „regulować”, ale to uda się dopiero po tym jak już opanujecie swoje umiejętności.
- To dobrze. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś by do mnie przez przypadek przymarzł.- Jennifer się zaśmiała.
- Wszystko fajnie i pięknie, ale przypominam, że nasze pokoje wyglądają jak po wybuchu bomby.- Megan przesadnie zatupała stopą o panele.
- Dobrze, że mama wyjechała, inaczej miałybyśmy duże problemy z wytłumaczeniem, kto tak naprawdę jest winny całemu bałaganowi.- Vanessa podeszła w stronę drzwi.
- Może najpierw zajmiemy się waszym pokojem, a potem wy pomożecie ogarnąć mój?- Spytała Ula.
- Pewnie.- Megan przystała na propozycję.
Jennifer wytarła kałużę, która pozostała po jej deszczowej
chmurze. Następnie wyszły, cicho zamykając za sobą drzwi.
*
*
*
Witam wszystkich :) Jestem pod ogromnym wrażeniem, że od czasu wrzucenia rozdziału 5 przybyło ponad 100 wyświetleń. Z tego miejsca serdecznie dziękuję wszystkim, którzy wchodzą na mojego bloga. Każde wyświetlenie motywuje mnie do dalszego pisania :) Tych, którzy tego jeszcze nie zrobili, zapraszam do skomentowania mojego wpisu oraz zostania tu na dłużej :)
Prawa autorskie zastrzeżone
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Rozdział 5
- Dziewczynki!- Urszula weszła do pokoju.- Wstawać! Już po siódmej! A co to?
Czemu wy śpicie na podłodze? Coś się stało?- Uklękła i przyjrzała się im.-Płakałyście?
-Co? Nie, oczywiście, że nie.- Jennifer ziewnęła przeciągając się.
- Zdecydowanie płakałyście. Hmm… No tak wasze szesnaste urodziny. Pewnie myślałyście o rodzicach. - Dziewczyny posmutniały.
- Jak ty nas dobrze znasz.- Vanessa przytuliła się do niej.
- Ulu, czy mogłabyś powiedzieć mamie, że źle się czujemy i nie możemy iść dzisiaj do szkoły?- Megan zaczęła rozciągać ścierpnięte nogi.
- Pewnie, że mogę, ale co? Źle się czujecie? Może macie gorączkę?
- Nie, ale…ciężko nam to wytłumaczyć. Proszę. To i tak już praktycznie koniec roku szkolnego.
- No dobrze, wy się w tym czasie ucharakteryzujcie. Pospieszcie się. Co mam jej powiedzieć?
- Że mamy gorączkę.
- Dobrze już idę, a wy lepiej połóżcie się do łóżka bo nie wiem jak zareaguje na was leżące na podłodze.
- Kochana jesteś. Dziękujemy.
- Dobra, dobra.-Powiedziała wychodząc.
- Van podaj kosmetyczkę.- Poleciła Jennifer.
- Kosmetyczka.
- Hmm…. Daj róż do policzków i pędzel. Okej pokaż twarz. Mamy mieć gorączkę, więc muszą być rumieńce. – Jennifer z zawziętością pudrowała siostrę. Dodała jeszcze kilka szczegółów aby przekręt wyglądał wiarygodniej.- Dobra gotowe. Megi, teraz twoja kolej. – Po chwili siostra wyglądała na równie chorą jak jej poprzedniczka.- Okej, która mnie umaluje?
- Daj pędzel.- Megan nabrała dużą ilość różu na pędzel i wysmarowała Jennifer.
- Ekstra. Teraz weźcie trochę waty i wsadźcie ją sobie do nosa, ale tak, żeby nie było jej widać.- Megan i Vanessa dostały po kawałku czegoś, co wyglądało jak puchaty obłoczek.
- Po co?- Vanessa ugniotła w palcach małą kulkę.
- Będziemy brzmiały jakbyśmy miały katar.
- Aha, pomysłowe.
-Dobra. Kładziemy się do łóżka i zakrywamy kołdrą po uszy. Nie zapomnijcie pokasływać od czasu do czasu.
- Słyszę je.- Van wytężyła słuch.
- Jak to źle się czują?- Niezadowolony głos pani Stone było słychać na korytarzu.
- Prosiły bym to pani przekazała.- Drzwi skrzypnęły, a w progu ukazała się pani Stone
-Co? Nie, oczywiście, że nie.- Jennifer ziewnęła przeciągając się.
- Zdecydowanie płakałyście. Hmm… No tak wasze szesnaste urodziny. Pewnie myślałyście o rodzicach. - Dziewczyny posmutniały.
- Jak ty nas dobrze znasz.- Vanessa przytuliła się do niej.
- Ulu, czy mogłabyś powiedzieć mamie, że źle się czujemy i nie możemy iść dzisiaj do szkoły?- Megan zaczęła rozciągać ścierpnięte nogi.
- Pewnie, że mogę, ale co? Źle się czujecie? Może macie gorączkę?
- Nie, ale…ciężko nam to wytłumaczyć. Proszę. To i tak już praktycznie koniec roku szkolnego.
- No dobrze, wy się w tym czasie ucharakteryzujcie. Pospieszcie się. Co mam jej powiedzieć?
- Że mamy gorączkę.
- Dobrze już idę, a wy lepiej połóżcie się do łóżka bo nie wiem jak zareaguje na was leżące na podłodze.
- Kochana jesteś. Dziękujemy.
- Dobra, dobra.-Powiedziała wychodząc.
- Van podaj kosmetyczkę.- Poleciła Jennifer.
- Kosmetyczka.
- Hmm…. Daj róż do policzków i pędzel. Okej pokaż twarz. Mamy mieć gorączkę, więc muszą być rumieńce. – Jennifer z zawziętością pudrowała siostrę. Dodała jeszcze kilka szczegółów aby przekręt wyglądał wiarygodniej.- Dobra gotowe. Megi, teraz twoja kolej. – Po chwili siostra wyglądała na równie chorą jak jej poprzedniczka.- Okej, która mnie umaluje?
- Daj pędzel.- Megan nabrała dużą ilość różu na pędzel i wysmarowała Jennifer.
- Ekstra. Teraz weźcie trochę waty i wsadźcie ją sobie do nosa, ale tak, żeby nie było jej widać.- Megan i Vanessa dostały po kawałku czegoś, co wyglądało jak puchaty obłoczek.
- Po co?- Vanessa ugniotła w palcach małą kulkę.
- Będziemy brzmiały jakbyśmy miały katar.
- Aha, pomysłowe.
-Dobra. Kładziemy się do łóżka i zakrywamy kołdrą po uszy. Nie zapomnijcie pokasływać od czasu do czasu.
- Słyszę je.- Van wytężyła słuch.
- Jak to źle się czują?- Niezadowolony głos pani Stone było słychać na korytarzu.
- Prosiły bym to pani przekazała.- Drzwi skrzypnęły, a w progu ukazała się pani Stone
ubrana w beżowy
kostium oraz buty na obcasie w tym samym kolorze. Delikatny makijaż i ciasno
spięty kok. Szykowna, elegancka, a przy tym uwodzicielska. I idealna.
- Dziewczynki, co wam jest? Jakie rumieńce!
- Obudziłyśmy się już w takim stanie.- Jennifer kaszlnęła dla lepszego efektu.
- Musicie zostać w domu. Bardzo chciałabym się wami zająć, ale…- Dziewczyny przewróciły oczami.- Już za godzinę jadę na lotnisko. Wiecie, dziś wyjeżdżam.
- Dobrze, jedź, nami się nie przejmuj, to pewnie przejściowe.- Megan westchnęła.- W szkole dużo osób jest chorych, to pewnie dlatego. Chyba mam gorączkę.
- Urszulu podaj termometr.- Poleciła pani Stone, która dotknęła ręką czoła Meg.- Jesteś rozpalona! A ty Jenny?
-Pani termometr.- Ula wbiegła do pokoju. Pani Stone cofnęła rękę i podeszła do Megan.
„Było blisko”- Pomyślała każda.
- I jak z temperaturą?- Pani Stone stukała obcasem o posadzkę.
- Emm… 39,5- Urszula podrzucała w rękach termometr jakby właśnie go wyciągnęła z piekarnika.- Trzymaj.- Szepnęła do Megan, gdy pani Stone się odwracała.
- To niedobrze. Cóż wychodzi na to, że przez pewien czas będziecie musiały siedzieć w domu. Wezwę pana Kamińskiego.
- Nie! Myślę, że to nie będzie konieczne.- Vanessa szybko opanowała swój głos.- Po prostu coś panuje. Słyszałam, że gorączka trwa tylko 3 dni a potem mija.
- Jeśli jesteście tego pewne… Sądzę jednak, że powinien na to zerknąć.
- Jesteśmy pewne. To na pewno to.- Jennifer podchwyciła wątek Vanessy.
- Dobrze w takim razie do zobaczenia za 3 tygodnie moje drogie. Muszę skończyć pakować walizki.
- Na razie mamo.- Odpowiedziały chórem.
- Do widzenia.- Urszula odprowadziła matkę dziewczynek do drzwi.
- Zajmij się nimi.
- Tak jest proszę pani.- Gdy pani Tatiana wyszła, Ula zamknęła drzwi, oparła się o nie, odetchnęła z ulgą i powiedziała.- Nieźle to odegrałyście, ale na przyszłość radzę być czujniejsza.
- Dzięki, że nas kryłaś.- Vanessa wstała i przytuliła mocno Urszulę.
- Nie ma za co. Mam tylko nadzieję, że niedługo dostaniecie cudownego ozdrowienia. Pójdę po wasze śniadanie.- Śmiejąc się wyszła z pokoju.
- Ma rację. Musimy bardziej uważać. O mało mnie nie dotknęła.- Powiedziała Jennifer i usiadła na łóżku.
- Ręka by jej przymarzła i nic by nie wyszło z tego wyjazdu.-Van zaczęła zmywać makijaż.
- Taa. Gdyby dłużej potrzymała rękę na czole Meg to miałaby węgielek zamiast wymalowanej dłoni.- Jenny parsknęła śmiechem.
- Wychodzi na to, że tylko ja mam normalną temperaturę ciała?- Vanessa podała wacik z płynem do demakijażu oraz lusterko pozostałym siostrom. Westchnęła.- Życie potrafi być takie niesprawiedliwe.
- Będzie dużo roboty z kombinowaniem.- Megan się zamyśliła- Nie damy rady przywitać się z mamą po powrocie. Nie mówiąc już o innym sytuacjach.
- Może jak nauczymy się panować nad naszą mocą to nasza temperatura wróci do normy?
- Oby. Nie będę w stanie was chronić przez całe życie.- Vanessa usiadła na łóżku Megan.- Chodź tu.- Zawołała Jennifer, która siadła obok.
- No proszę! Żadnych rumieńców, kataru, ani kaszlu. To prawdziwy cud!- Urszula podała dziewczynom śniadanie i uniosła ręce do góry podkreślając to, co było dane jej zobaczyć.- Na przyszłość radziłabym podać już zmierzoną temperaturę, by uniknąć ewentualnego dotyku.- Siostry spojrzały na siebie porozumiewawczo.
- By uniknąć czego?- Jennifer wstała.
- Dotyku. No wiesz, wydałoby się, że wcale nie macie gorączki.
- No tak.- Jennifer skrzywiła się. Gdyby kilka godzin po dostaniu wiadomości znalazły kogoś z ich stróżów byłoby zbyt łatwo.
- Lecę na dół do pani Stone, powiem jej, że zaraz po zjedzeniu śniadania macie zamiar się przespać i żeby nie budziła was jak będzie wychodzić .
- Co byśmy bez ciebie zrobiły?- Megan ugryzła duży kawałek kanapki.
- Nie mam pojęcia.- Uśmiechnęła się i wyszła.
- Dziewczynki, co wam jest? Jakie rumieńce!
- Obudziłyśmy się już w takim stanie.- Jennifer kaszlnęła dla lepszego efektu.
- Musicie zostać w domu. Bardzo chciałabym się wami zająć, ale…- Dziewczyny przewróciły oczami.- Już za godzinę jadę na lotnisko. Wiecie, dziś wyjeżdżam.
- Dobrze, jedź, nami się nie przejmuj, to pewnie przejściowe.- Megan westchnęła.- W szkole dużo osób jest chorych, to pewnie dlatego. Chyba mam gorączkę.
- Urszulu podaj termometr.- Poleciła pani Stone, która dotknęła ręką czoła Meg.- Jesteś rozpalona! A ty Jenny?
-Pani termometr.- Ula wbiegła do pokoju. Pani Stone cofnęła rękę i podeszła do Megan.
„Było blisko”- Pomyślała każda.
- I jak z temperaturą?- Pani Stone stukała obcasem o posadzkę.
- Emm… 39,5- Urszula podrzucała w rękach termometr jakby właśnie go wyciągnęła z piekarnika.- Trzymaj.- Szepnęła do Megan, gdy pani Stone się odwracała.
- To niedobrze. Cóż wychodzi na to, że przez pewien czas będziecie musiały siedzieć w domu. Wezwę pana Kamińskiego.
- Nie! Myślę, że to nie będzie konieczne.- Vanessa szybko opanowała swój głos.- Po prostu coś panuje. Słyszałam, że gorączka trwa tylko 3 dni a potem mija.
- Jeśli jesteście tego pewne… Sądzę jednak, że powinien na to zerknąć.
- Jesteśmy pewne. To na pewno to.- Jennifer podchwyciła wątek Vanessy.
- Dobrze w takim razie do zobaczenia za 3 tygodnie moje drogie. Muszę skończyć pakować walizki.
- Na razie mamo.- Odpowiedziały chórem.
- Do widzenia.- Urszula odprowadziła matkę dziewczynek do drzwi.
- Zajmij się nimi.
- Tak jest proszę pani.- Gdy pani Tatiana wyszła, Ula zamknęła drzwi, oparła się o nie, odetchnęła z ulgą i powiedziała.- Nieźle to odegrałyście, ale na przyszłość radzę być czujniejsza.
- Dzięki, że nas kryłaś.- Vanessa wstała i przytuliła mocno Urszulę.
- Nie ma za co. Mam tylko nadzieję, że niedługo dostaniecie cudownego ozdrowienia. Pójdę po wasze śniadanie.- Śmiejąc się wyszła z pokoju.
- Ma rację. Musimy bardziej uważać. O mało mnie nie dotknęła.- Powiedziała Jennifer i usiadła na łóżku.
- Ręka by jej przymarzła i nic by nie wyszło z tego wyjazdu.-Van zaczęła zmywać makijaż.
- Taa. Gdyby dłużej potrzymała rękę na czole Meg to miałaby węgielek zamiast wymalowanej dłoni.- Jenny parsknęła śmiechem.
- Wychodzi na to, że tylko ja mam normalną temperaturę ciała?- Vanessa podała wacik z płynem do demakijażu oraz lusterko pozostałym siostrom. Westchnęła.- Życie potrafi być takie niesprawiedliwe.
- Będzie dużo roboty z kombinowaniem.- Megan się zamyśliła- Nie damy rady przywitać się z mamą po powrocie. Nie mówiąc już o innym sytuacjach.
- Może jak nauczymy się panować nad naszą mocą to nasza temperatura wróci do normy?
- Oby. Nie będę w stanie was chronić przez całe życie.- Vanessa usiadła na łóżku Megan.- Chodź tu.- Zawołała Jennifer, która siadła obok.
- No proszę! Żadnych rumieńców, kataru, ani kaszlu. To prawdziwy cud!- Urszula podała dziewczynom śniadanie i uniosła ręce do góry podkreślając to, co było dane jej zobaczyć.- Na przyszłość radziłabym podać już zmierzoną temperaturę, by uniknąć ewentualnego dotyku.- Siostry spojrzały na siebie porozumiewawczo.
- By uniknąć czego?- Jennifer wstała.
- Dotyku. No wiesz, wydałoby się, że wcale nie macie gorączki.
- No tak.- Jennifer skrzywiła się. Gdyby kilka godzin po dostaniu wiadomości znalazły kogoś z ich stróżów byłoby zbyt łatwo.
- Lecę na dół do pani Stone, powiem jej, że zaraz po zjedzeniu śniadania macie zamiar się przespać i żeby nie budziła was jak będzie wychodzić .
- Co byśmy bez ciebie zrobiły?- Megan ugryzła duży kawałek kanapki.
- Nie mam pojęcia.- Uśmiechnęła się i wyszła.
Dziewczyny szybko uporały się z jedzeniem.
- Co teraz robimy?- Vanessa zabrała talerze sióstr i razem
ze swoim położyła je na podłodze obok łóżka Megan.
- Nie mam pojęcia.- Jennifer przeczesywała włosy palcami.
- Spójrzcie, Ula zapomniała zabrać termometr... tylko, że on jest jakiś dziwny.- Jennifer i Vanessa przysunęły się bliżej.
- Jakiś taki prostokątny, tylko mały szary prostokącik i przycisk.- Vanessa obracała znalezisko w palcach.
- Daj mi go.- Poleciła Jennifer.- Sprawdzę ostatnią zmierzoną temperaturę... Ile?!- Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia.
- No ile?- Megan ją ponagliła.
- 70,5 stopnia.
- Niemożliwe.- Vanessa wzięła termometr, spojrzała na niego i podała Meg.
- A jednak.- Jennifer zaczęła mierzyć sobie nim temperaturę.
- Co robisz?- Megan się zdziwiła.
- Skoro wytrzymał taką temperaturę jak twoja, nie powinno nic mu się stać i przy mnie.
- No w sumie.- Vanessa przytaknęła siostrze.- Ile?
- Chwila.- Po minucie Jennifer szarpnęła za urządzenie.- Bez żartów.- Jennifer pociągnęła mocniej. Dzięki cichemu trzaskowi udało jej się wyjąć ustrojstwo.
- Co to był za dźwięk?- Megan uśmiechnęła się bo znała już odpowiedź.
- Przymarzł do mnie.- Siostry się zaśmiały.- Nieźle. Jest cały oszroniony, ale da się odczytać. -20,6 stopni.
- Łał. Nie sądziłam, że będzie aż tak niska.- Vanessa wzięła termometr.
- A tobie po co on?- Meg uniosła brew.
- Po prostu jestem ciekawa. No tego to się nie spodziewałam. 17,7 stopnia.
- Ile jest stopni na dworze?- Jennifer coś najwidoczniej zaintrygowało, ponieważ podeszła do okna, za szybą którego wisiał termometr.- 17,7.
- Niby się zgadza.- Megan przytaknęła.- W końcu władasz roślinami, zwierzętami… najwidoczniej jesteś tak związana z naturą, że twoje ciało przybiera temperaturę powietrza z dworu.
- To i tak lepiej niż w waszym przypadku.
- Ale zastanawia mnie jedno. Normalne termometry nie podałyby takich wyników jak mój czy Jennifer. Czemu Ula podała inny wynik, no i w końcu to ona przyniosła to dziwne ustrojstwo.- Megan obserwowała małe prostokątne pudełko przyniesione przez Urszulę.
- Czy to możliwe, że jednak udało nam się znaleźć Hederę?- Jennifer wzięła urządzenie i schowała pod swój materac.
- Co robisz?- Vanessa zwróciła się do siostry.
- Dopóki nie będziemy miały pewności, że to ona, wolę trzymać to w ukryciu. Nie podejdziemy sobie do niej ot tak po prostu i nie spytamy: „Hej Ula, nie nazywasz się przypadkiem Hedera i tak jak my nie pochodzisz z innej planety?”. Miejmy ją na razie na oku.
- Nie mam pojęcia.- Jennifer przeczesywała włosy palcami.
- Spójrzcie, Ula zapomniała zabrać termometr... tylko, że on jest jakiś dziwny.- Jennifer i Vanessa przysunęły się bliżej.
- Jakiś taki prostokątny, tylko mały szary prostokącik i przycisk.- Vanessa obracała znalezisko w palcach.
- Daj mi go.- Poleciła Jennifer.- Sprawdzę ostatnią zmierzoną temperaturę... Ile?!- Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia.
- No ile?- Megan ją ponagliła.
- 70,5 stopnia.
- Niemożliwe.- Vanessa wzięła termometr, spojrzała na niego i podała Meg.
- A jednak.- Jennifer zaczęła mierzyć sobie nim temperaturę.
- Co robisz?- Megan się zdziwiła.
- Skoro wytrzymał taką temperaturę jak twoja, nie powinno nic mu się stać i przy mnie.
- No w sumie.- Vanessa przytaknęła siostrze.- Ile?
- Chwila.- Po minucie Jennifer szarpnęła za urządzenie.- Bez żartów.- Jennifer pociągnęła mocniej. Dzięki cichemu trzaskowi udało jej się wyjąć ustrojstwo.
- Co to był za dźwięk?- Megan uśmiechnęła się bo znała już odpowiedź.
- Przymarzł do mnie.- Siostry się zaśmiały.- Nieźle. Jest cały oszroniony, ale da się odczytać. -20,6 stopni.
- Łał. Nie sądziłam, że będzie aż tak niska.- Vanessa wzięła termometr.
- A tobie po co on?- Meg uniosła brew.
- Po prostu jestem ciekawa. No tego to się nie spodziewałam. 17,7 stopnia.
- Ile jest stopni na dworze?- Jennifer coś najwidoczniej zaintrygowało, ponieważ podeszła do okna, za szybą którego wisiał termometr.- 17,7.
- Niby się zgadza.- Megan przytaknęła.- W końcu władasz roślinami, zwierzętami… najwidoczniej jesteś tak związana z naturą, że twoje ciało przybiera temperaturę powietrza z dworu.
- To i tak lepiej niż w waszym przypadku.
- Ale zastanawia mnie jedno. Normalne termometry nie podałyby takich wyników jak mój czy Jennifer. Czemu Ula podała inny wynik, no i w końcu to ona przyniosła to dziwne ustrojstwo.- Megan obserwowała małe prostokątne pudełko przyniesione przez Urszulę.
- Czy to możliwe, że jednak udało nam się znaleźć Hederę?- Jennifer wzięła urządzenie i schowała pod swój materac.
- Co robisz?- Vanessa zwróciła się do siostry.
- Dopóki nie będziemy miały pewności, że to ona, wolę trzymać to w ukryciu. Nie podejdziemy sobie do niej ot tak po prostu i nie spytamy: „Hej Ula, nie nazywasz się przypadkiem Hedera i tak jak my nie pochodzisz z innej planety?”. Miejmy ją na razie na oku.
Megan wstała z łóżka i otworzyła szafę. Po jakiejś minucie
poszukiwań wyjęła ze skrytki metalowe pudełko zaklejone przypadkowymi
naklejkami z kreskówkowymi postaciami.
- Jak ostatnio?- Meg otworzyła tajemniczą skrzynkę i
wyjęła zawartość.
- Krótkofalówki.- Vanessa spojrzała na siostry porozumiewawczo.
- Uruchamiamy całą artylerię.- Jennifer podeszła do swojej części szafy i z tajnej skrytki wyciągnęła komplet małych szpiegowskich kamerek, monitor i parę innych gadżetów.- Dzięki temu w chwilę dowiemy się, z kim tak naprawdę mamy do czynienia.
- Świetnie!- Vanessa uradowana klasnęła w ręce. Ni stąd ni zowąd pojawiły się płatki kwiatów, które powoli opadły na siostry. Te mające kontakt z Kitką zwęgliły się w chwilę i opadły na podłogę jako małe węgielki, natomiast te, które opadły na Jennifer w sekundę skuły się lodem i wylądowały na podłodze z cichym stuknięciem.
- Nie pamiętasz co mówili rodzice? Musimy opanowywać emocje, inaczej może stać się to, co teraz, ale przy ludziach.- Jennifer skarciła siostrę pomimo, że sama była zaskoczona, bo tak jak pozostałe się tego nie spodziewała.
- A my co, kosmitki? To znaczy, po części kosmitki, ale wiesz o co chodzi.- Megan przewróciła oczami na słowa siostry.- Racja.- Vanessa wzięła głęboki oddech i kontynuowała.- Ale musicie przyznać, że to niesamowite.
- Pewnie, przecież nie wszyscy mają okazję robić to, co my.- Jennifer spojrzała na kostki lodu przy jej stopach i węgielki wokół Kitki. Z jej palców poleciały malutkie iskierki, które uderzając o ziemię, oszroniły kawałek podłogi.
- A na mnie marudzisz.- Vanessa spojrzała na siostrę wymownie.
- Wszystkie musimy uważać, bez żadnych wyjątków.- Megan przechwyciła sprzęt Jennifer i położyła wszystko na łóżko.
- Monitor zostawię w szafie, w skrytce. Podłączę go i wtedy w każdej chwili po odsunięciu ścianki będziemy mogły obserwować co się dzieje w domu.
- Tak jak u Zośki.- Meg wyszczerzyła się w łobuzerskim uśmiechu.
- Krótkofalówki.- Vanessa spojrzała na siostry porozumiewawczo.
- Uruchamiamy całą artylerię.- Jennifer podeszła do swojej części szafy i z tajnej skrytki wyciągnęła komplet małych szpiegowskich kamerek, monitor i parę innych gadżetów.- Dzięki temu w chwilę dowiemy się, z kim tak naprawdę mamy do czynienia.
- Świetnie!- Vanessa uradowana klasnęła w ręce. Ni stąd ni zowąd pojawiły się płatki kwiatów, które powoli opadły na siostry. Te mające kontakt z Kitką zwęgliły się w chwilę i opadły na podłogę jako małe węgielki, natomiast te, które opadły na Jennifer w sekundę skuły się lodem i wylądowały na podłodze z cichym stuknięciem.
- Nie pamiętasz co mówili rodzice? Musimy opanowywać emocje, inaczej może stać się to, co teraz, ale przy ludziach.- Jennifer skarciła siostrę pomimo, że sama była zaskoczona, bo tak jak pozostałe się tego nie spodziewała.
- A my co, kosmitki? To znaczy, po części kosmitki, ale wiesz o co chodzi.- Megan przewróciła oczami na słowa siostry.- Racja.- Vanessa wzięła głęboki oddech i kontynuowała.- Ale musicie przyznać, że to niesamowite.
- Pewnie, przecież nie wszyscy mają okazję robić to, co my.- Jennifer spojrzała na kostki lodu przy jej stopach i węgielki wokół Kitki. Z jej palców poleciały malutkie iskierki, które uderzając o ziemię, oszroniły kawałek podłogi.
- A na mnie marudzisz.- Vanessa spojrzała na siostrę wymownie.
- Wszystkie musimy uważać, bez żadnych wyjątków.- Megan przechwyciła sprzęt Jennifer i położyła wszystko na łóżko.
- Monitor zostawię w szafie, w skrytce. Podłączę go i wtedy w każdej chwili po odsunięciu ścianki będziemy mogły obserwować co się dzieje w domu.
- Tak jak u Zośki.- Meg wyszczerzyła się w łobuzerskim uśmiechu.
Kilka miesięcy temu Zośka, znienawidzona przez nie koleżanka
z klasy wylała na nie kilka wiader keczupu gdy były w łazience. Dziewczyny w
ramach zemsty zakradły się do jej pokoju i zamontowały ukryte kamerki. Okazało
się, że Zosia w wolnych chwilach nieudolnie śpiewa i gra na gitarze. Siostry
zadbały o to, aby podczas najbliższego apelu szkoła ujrzała jaka naprawdę jest
ich kłamliwa i egoistyczna koleżanka. Przez miesiąc nie chciała chodzić do
szkoły, z powodu kpin rówieśników. Oczywiście dostały później w skórę od matki,
jednak nadal uważają, że było warto.
Dywan, na którym stała Kitka zaczął się palić.
- Ogień!- Jennifer wysunęła rękę w stronię płomienia. Na
ogień zaczęła padać mżawka. Po chwili pożar się ugasił, a deszcz zniknął.
- Co ja właśnie zrobiłam?- Jennifer spojrzała na swoje ręce.
- Kałużę.- Megan spojrzała na mokrą plamę w miejscu, gdzie przed chwilą ogień pochłaniał dywan.
- Nie wiedziałam, że władasz wodą.- Vanessa patrzyła w kałużę jak oczarowana.- Myślałam, że tylko lodem.
- W sumie lód to też woda, tylko zamarznięta.- Stwierdziła Megan, po czym usiadła przy zwęglonym skrawku dywanu.
- Jest mokry i zwęglony.- Vanessa dotknęła czarnego materiału.
- No co ty nie powiesz?- Meg przewróciła oczami, ale wpadła na pewien pomysł. Wyciągnęła ręce ponad mokry skrawek dywanu, wewnętrzną stroną dłoni do zwęglonej części. Z dywanu zaczęła unosić się para, a już po chwili zwęglony skrawek był całkowicie suchy.- Niesamowite.
- Super! Teraz jest tylko zwęglony.- Powiedziała Jennifer.
- Nieźle, ale mama nas zabije jak to zobaczy.- Vanessa już miała zacząć się denerwować.
- Tylko spokojnie! Nie wiemy co może się stać jak się zdenerwujesz. Weź głęboki oddech. Zaraz to czymś zasłonię.- To mówiąc, Jenny wzięła karton leżący dotąd w kącie i postawiła go na skraju dywanu, w miejscu, w którym jest uszkodzony.- To na razie musi wystarczyć.
- Zajmijmy się kamerami.- Vanessa podeszła do łóżka Megan i wzięła do ręki kamerkę.- Jenny, sprawdź czy wszystkie działają.- Wcisnęła przycisk w każdej.
- Co ja właśnie zrobiłam?- Jennifer spojrzała na swoje ręce.
- Kałużę.- Megan spojrzała na mokrą plamę w miejscu, gdzie przed chwilą ogień pochłaniał dywan.
- Nie wiedziałam, że władasz wodą.- Vanessa patrzyła w kałużę jak oczarowana.- Myślałam, że tylko lodem.
- W sumie lód to też woda, tylko zamarznięta.- Stwierdziła Megan, po czym usiadła przy zwęglonym skrawku dywanu.
- Jest mokry i zwęglony.- Vanessa dotknęła czarnego materiału.
- No co ty nie powiesz?- Meg przewróciła oczami, ale wpadła na pewien pomysł. Wyciągnęła ręce ponad mokry skrawek dywanu, wewnętrzną stroną dłoni do zwęglonej części. Z dywanu zaczęła unosić się para, a już po chwili zwęglony skrawek był całkowicie suchy.- Niesamowite.
- Super! Teraz jest tylko zwęglony.- Powiedziała Jennifer.
- Nieźle, ale mama nas zabije jak to zobaczy.- Vanessa już miała zacząć się denerwować.
- Tylko spokojnie! Nie wiemy co może się stać jak się zdenerwujesz. Weź głęboki oddech. Zaraz to czymś zasłonię.- To mówiąc, Jenny wzięła karton leżący dotąd w kącie i postawiła go na skraju dywanu, w miejscu, w którym jest uszkodzony.- To na razie musi wystarczyć.
- Zajmijmy się kamerami.- Vanessa podeszła do łóżka Megan i wzięła do ręki kamerkę.- Jenny, sprawdź czy wszystkie działają.- Wcisnęła przycisk w każdej.
Jennifer podeszła do dotykowego monitora, przez chwilę coś
klikała, aż pojawiło się osiem prostokątów ukazujących pokój dziewczyn.
- Sprawdź ósemkę, bo trochę śnieży.
- Już, moment.- Vanessa otworzyła małą klapkę i wcisnęła coś w środku.- A jak teraz?
- Już okej. Wszystkie działają. Myślałam żeby dać jedną do kuchni, dwie w korytarzu do góry jedną w salonie, dwie w korytarzu na dole, jedną przed jej pokojem i jedną w jej pokoju.
- Trochę głupio montować jej kamerkę w pokoju.- Meg się skrzywiła.
- Musimy poznać prawdę.
- Okej Jenny, racja.
- Van, chodź tu. Weź te kamerki i schowaj je gdzieś w kuchni, salonie i korytarzu, ja zajmę się górą.
- A ja co mam robić?- Megan się oburzyła.
- Ty musisz pilnować żeby Ula ani nikt inny nie wszedł nam w drogę.
-No to ruszamy.- Megan założyła okulary przeciwsłoneczne.
- Zabawne. Chwila… zdejmij je!- Siostra posłuchała posłusznie Jennifer. Rzuciła gadżet na podłogę.- Czujesz? Śmierdzi palonym plastikiem.
- Rzeczywiście. Spójrzcie- Vanessa podniosła przedmiot z ziemi i pokazała lekko stopione oprawki.
- Lepiej niczego więcej nie dotykaj, ale zastanawia mnie… dlaczego ubrania ci się nie palą?- Jennifer dotknęła rękawka siostry, przypadkowo dotykając jej ramienia.
- Już, moment.- Vanessa otworzyła małą klapkę i wcisnęła coś w środku.- A jak teraz?
- Już okej. Wszystkie działają. Myślałam żeby dać jedną do kuchni, dwie w korytarzu do góry jedną w salonie, dwie w korytarzu na dole, jedną przed jej pokojem i jedną w jej pokoju.
- Trochę głupio montować jej kamerkę w pokoju.- Meg się skrzywiła.
- Musimy poznać prawdę.
- Okej Jenny, racja.
- Van, chodź tu. Weź te kamerki i schowaj je gdzieś w kuchni, salonie i korytarzu, ja zajmę się górą.
- A ja co mam robić?- Megan się oburzyła.
- Ty musisz pilnować żeby Ula ani nikt inny nie wszedł nam w drogę.
-No to ruszamy.- Megan założyła okulary przeciwsłoneczne.
- Zabawne. Chwila… zdejmij je!- Siostra posłuchała posłusznie Jennifer. Rzuciła gadżet na podłogę.- Czujesz? Śmierdzi palonym plastikiem.
- Rzeczywiście. Spójrzcie- Vanessa podniosła przedmiot z ziemi i pokazała lekko stopione oprawki.
- Lepiej niczego więcej nie dotykaj, ale zastanawia mnie… dlaczego ubrania ci się nie palą?- Jennifer dotknęła rękawka siostry, przypadkowo dotykając jej ramienia.
Obie odskoczyły i z krzykiem upadły na podłogę.
- Co wam jest?
- Tylko się nie denerwuj!- Jennifer zastrzegła, lecz u stóp Vanessy zdążył pojawić się gruby dywanik mchu, a w powietrzu czuć było zapach lasu.
- Już się bałam, że będzie coś gorszego.- Megan pocierała ramię.
- Rodzice mówili, że póki nie opanujemy mocy będziemy się ranić. Jak na razie jest między nami zbyt duża różnica temperatur żebyśmy mogły się dotknąć.
- Ruszajmy już.- Megan wstała, a Vanessa pomogła podnieść się Jennifer; Jenny dmuchała na poparzone place; Wzięły kamery i wyszły w pośpiechu z pokoju.
- Tylko się nie denerwuj!- Jennifer zastrzegła, lecz u stóp Vanessy zdążył pojawić się gruby dywanik mchu, a w powietrzu czuć było zapach lasu.
- Już się bałam, że będzie coś gorszego.- Megan pocierała ramię.
- Rodzice mówili, że póki nie opanujemy mocy będziemy się ranić. Jak na razie jest między nami zbyt duża różnica temperatur żebyśmy mogły się dotknąć.
- Ruszajmy już.- Megan wstała, a Vanessa pomogła podnieść się Jennifer; Jenny dmuchała na poparzone place; Wzięły kamery i wyszły w pośpiechu z pokoju.
- Pożar do Śnieżycy, Pożar do Śnieżycy, słyszysz mnie?-
Megan szła szybkim krokiem przez korytarz.- Hedera idzie w stronę swojego
pokoju, powtarzam…
- Daruj sobie te pseudonimy.- W krótkofalówce Meg dało się słyszeć trzaski i głos Jennifer.- Gdzie już jest?
- Na schodach, jeszcze zdążysz uciec z jej pokoju.
- Nie dam rady, nie zdążę zabrać ze sobą tego wszystkiego. Musisz szybko coś wymyślić!- Jennifer musiało coś upaść na podłogę, bo cichy trzask rozległ się w krótkofalówce Megan.
- Zobaczę co da się zrobić. Schowaj się gdzieś. Najlepiej pod łóżko i nie zapomnij torby.
- Okej. Wyłączam krótkofalówkę w razie gdyby jednak weszła. Śnieżyca przyjęła. Bez odbioru.- Powiedziała i uśmiechnęła się pod nosem.-„Tylko bez nerwów”- Powtarzała sobie w myślach Jennifer.-„Nie chcemy przecież wywołać prawdziwej śnieżycy”.
- Daruj sobie te pseudonimy.- W krótkofalówce Meg dało się słyszeć trzaski i głos Jennifer.- Gdzie już jest?
- Na schodach, jeszcze zdążysz uciec z jej pokoju.
- Nie dam rady, nie zdążę zabrać ze sobą tego wszystkiego. Musisz szybko coś wymyślić!- Jennifer musiało coś upaść na podłogę, bo cichy trzask rozległ się w krótkofalówce Megan.
- Zobaczę co da się zrobić. Schowaj się gdzieś. Najlepiej pod łóżko i nie zapomnij torby.
- Okej. Wyłączam krótkofalówkę w razie gdyby jednak weszła. Śnieżyca przyjęła. Bez odbioru.- Powiedziała i uśmiechnęła się pod nosem.-„Tylko bez nerwów”- Powtarzała sobie w myślach Jennifer.-„Nie chcemy przecież wywołać prawdziwej śnieżycy”.
Wślizgnęła się tak
szybko, jak tylko umiała pod łóżko, upewniając się, że wzięła torbę ze sobą. Z
korytarza dobiegały jakieś głosy. Nie mogła ich jednak rozpoznać. To nie były
głosy nikogo z domowników. Przede wszystkim były to głosy męskie. „ Ktoś do
mamy? Ale to niemożliwe. Zawsze informuje kogo trzeba o jej wyjeździe. Poza tym
żadna ze sprzątaczek nie wpuściłaby nikogo obcego”. Klamka od pokoju drgnęła.
Jennifer skuliła się i zacisnęła ręce na torbie. Miała wrażenie, że serce
podskoczy jej zaraz do gardła. Torba powoli zaczęła pokrywać się warstwą
szronu. „Tylko nie teraz!” Jennifer zaklęła się w myślach, by się uspokoiła.
Zamknęła oczy. Wraz z otwarciem drzwi szron zniknął. „ Muszę zobaczyć jak
najwięcej szczegółów. Szczęście, że Urszula ma długą narzutę, przynajmniej mnie
nie widać, a i może uda mi się coś dojrzeć”.
- Jesteś pewny, że to tutaj?- Właściciel czarnych glanów i
spodni tego samego koloru odezwał się jako pierwszy.
- To z tego domu w nocy dobiegała ta silna energia, a najwięcej mocy czuję w tym pokoju.- Jennifer nie mogła zobaczyć kto mówi, bo Ktoś stał po drugiej stronie łóżka, ale musiała mu przyznać, że ma wyjątkowo aksamitny głos.
- Poszperajcie jej po szufladach, a ja zerknę do szafy.- Trzeci mężczyzna. „Ilu ich tu jeszcze jest?”Jennifer wciąż próbuje nad sobą zapanować. „Co mam teraz zrobić? Zostać tu? A jeśli zajrzą pod łóżko? Ewidentnie czegoś szukają, ale uciec przez drzwi też nie dam rady. Nie zdążę wygramolić się spod łóżka, otworzyć drzwi, które zamknęli i wybiec. Zdążą mnie złapać. I kim oni w ogóle są? Złodzieje? Chyba tak.” Jennifer próbowała sobie wszystko poukładać w głowie, ale gdy udało jej się zerknąć na klamkę… okazało się, że jest stopiona. Jej jedyna droga ucieczki. Choćby chciała drzwi się nie otworzą. Więc musi zostać tam gdzie jest. Serce znów zaczęło jej bić szybciej. Torba znów zaczęła pokrywać się szronem.
- To z tego domu w nocy dobiegała ta silna energia, a najwięcej mocy czuję w tym pokoju.- Jennifer nie mogła zobaczyć kto mówi, bo Ktoś stał po drugiej stronie łóżka, ale musiała mu przyznać, że ma wyjątkowo aksamitny głos.
- Poszperajcie jej po szufladach, a ja zerknę do szafy.- Trzeci mężczyzna. „Ilu ich tu jeszcze jest?”Jennifer wciąż próbuje nad sobą zapanować. „Co mam teraz zrobić? Zostać tu? A jeśli zajrzą pod łóżko? Ewidentnie czegoś szukają, ale uciec przez drzwi też nie dam rady. Nie zdążę wygramolić się spod łóżka, otworzyć drzwi, które zamknęli i wybiec. Zdążą mnie złapać. I kim oni w ogóle są? Złodzieje? Chyba tak.” Jennifer próbowała sobie wszystko poukładać w głowie, ale gdy udało jej się zerknąć na klamkę… okazało się, że jest stopiona. Jej jedyna droga ucieczki. Choćby chciała drzwi się nie otworzą. Więc musi zostać tam gdzie jest. Serce znów zaczęło jej bić szybciej. Torba znów zaczęła pokrywać się szronem.
- Spójrzcie.- Czwarty głos się odezwał.- To Hedera?
- Tak, to zdecydowanie Hedera.- Odezwał się aksamitny głos.
- Z jakimiś dziewczynkami na zdjęciu. Zdjęcie z 2005 roku. Teraz muszą być z nich ładne pannice.- Czwarty głos zaśmiał się obleśnie. Jennifer zrobiło się niedobrze. W głowie zaczęło jej dudnić od natłoku myśli.
- No proszę, proszę. Szata wyjściowa. To na pewno ona. Szukajcie czegoś konkretniejszego.- Właściciel glanów się zaśmiał.
- Weź no zajrzyj pod łóżko, może tam schowała coś „konkretniejszego”.- Trzeci głos odezwał się do właściciela glanów.
- Tak, to zdecydowanie Hedera.- Odezwał się aksamitny głos.
- Z jakimiś dziewczynkami na zdjęciu. Zdjęcie z 2005 roku. Teraz muszą być z nich ładne pannice.- Czwarty głos zaśmiał się obleśnie. Jennifer zrobiło się niedobrze. W głowie zaczęło jej dudnić od natłoku myśli.
- No proszę, proszę. Szata wyjściowa. To na pewno ona. Szukajcie czegoś konkretniejszego.- Właściciel glanów się zaśmiał.
- Weź no zajrzyj pod łóżko, może tam schowała coś „konkretniejszego”.- Trzeci głos odezwał się do właściciela glanów.
„Tylko nie to!” Jennifer krzyczała w myślach. „ Co teraz
robić? Wyskoczyć i walczyć? Użyć mocy? Ale oni też je mają i z pewnością
potrafią się nią posługiwać lepiej ode mnie.”
Nagle na korytarzu słychać czyjeś kroki. „To Kitka i
Vanessa! Całe szczęście! Ale co jeśli oni zrobią im krzywdę?”
- Ktoś tu idzie.- Trzeci głos zrzucił coś z półek.- Biorę to
i spadamy.
Cała czwórka podeszła w stronę okna. Było słychać jak je
otwierają, a następnie jak każdy z nich stawał na parapecie. „Wyskakują przez
okno na piętrze?!” Jennifer była do granic możliwości zdumiona, ale ważniejsze
było jak najszybciej stąd wyjść.
- Jenny.- Ciche
pukanie do drzwi rozległo się zaraz po wyskoczeniu ostatniego z mężczyzn.-
Jesteś tam? Ulka ma na dłuższą chwilę zajęcie. „Przypadkowo” wlałam całą
butelkę płynu zmiękczającego tkaninę razem z całym opakowaniem proszku do
prania. Piana w pralni wygląda jak lodowe wzgórza.- Vanessa się zaśmiała.-
Jesteś tam, czy nie?- Vanessa szarpnęła za klamkę, a ta z hukiem upadła na
podłogę w korytarzu.
- Cholera. Van, spójrz, stopiona. Jennifer!- Megan zaczęła z całej siły walić pięściami w drzwi.
- Cholera. Van, spójrz, stopiona. Jennifer!- Megan zaczęła z całej siły walić pięściami w drzwi.
Jennifer nie wiedziała co zrobić. Niby słyszała jak wszyscy
mężczyźni uciekli przez okno, ale mimo wszystko strach nadal pozostał. Poza tym
właśnie uświadomiła sobie, że ze strachu przymarzła do podłogi. Nie była w
stanie wykrztusić nawet słowa. Przecież właśnie była świadkiem włamania. Była
świadkiem czegoś więcej niż włamania. Jeśli to ci Łowcy Żywiołów, przed którymi
ostrzegali rodzice? Chciała coś powiedzieć, ale z jej ust wyszedł tylko
gardłowy pisk.
- Jest w środku.- Vanessa najwidoczniej to usłyszała. W
sumie nic dziwnego. W końcu jej zmysły są niezwykle wyczulone.
- Na dziś mam dosyć podchodów.- Meg dotknęła miejsca, w
którym była klamka. Metal po drugiej stronie drzwi, do tej pory zwarty ściśle
za sprawą jednego z mężczyzn teraz roztopił się na tyle, że dziewczyny po
silniejszym uderzeniu barkiem o drzwi mogły wedrzeć się do środka.
- Gdzie jesteś?- Vanessa rozglądała się po pokoju.
- Gdzie jesteś?- Vanessa rozglądała się po pokoju.
Do tej pory czysty i schludny pokój był teraz w całkowitym
nieładzie. Wazony z kwiatami leżały
potłuczone na podłodze. Szafki były pootwierane, a ich zawartość znajdowała się
na panelach.
- Pod łóżkiem.- Tym razem mogła już mówić normalnie.
- To co ty tam jeszcze robisz? Wyłaź natychmiast. Poza tym, co tu taki syf? Albo Ula się zapuściła, albo ty nie rozumiesz pojęcia „dyskretne przeszukanie pokoju”.- Megan zrzuciła narzutę, a ich oczom ukazała się oszroniona siostra.
-Wiem, że to głupio brzmi, ale… przymarzłam.- Jennifer czuła się całkowicie zażenowana.
- Coś się stało? Coś cię zdenerwowało?- Reakcja Meg zaskoczyła siostrę. Myślała, że ją wyśmieje.
- Znaleźli nas.- Vanessa pomogła uspokoić się Jennifer i wyciągnęła ją spod łóżka.
- Kto nas znalazł? Co ty bredzisz?- Megan po chwili złagodniała.- Jesteś przerażona. Wszystko w porządku?
- Nie.- Jennifer pokręciła przecząco głową, wyjęła zza ramy obrazu kamerkę i powiedziała- Chodźmy stąd jak najszybciej.
- Jak wyjaśnisz Uli cały ten bajzel?- Vanessa weszła w głąb pokoju i podeszła do szafy.- Co to za dziwna suknia?
- Jeżeli kamerka zarejestrowała więcej niż widziałam, nie trzeba będzie jej nic tłumaczyć.- Jennifer wybiegła z pokoju a jej siostry razem za nią.
- To co ty tam jeszcze robisz? Wyłaź natychmiast. Poza tym, co tu taki syf? Albo Ula się zapuściła, albo ty nie rozumiesz pojęcia „dyskretne przeszukanie pokoju”.- Megan zrzuciła narzutę, a ich oczom ukazała się oszroniona siostra.
-Wiem, że to głupio brzmi, ale… przymarzłam.- Jennifer czuła się całkowicie zażenowana.
- Coś się stało? Coś cię zdenerwowało?- Reakcja Meg zaskoczyła siostrę. Myślała, że ją wyśmieje.
- Znaleźli nas.- Vanessa pomogła uspokoić się Jennifer i wyciągnęła ją spod łóżka.
- Kto nas znalazł? Co ty bredzisz?- Megan po chwili złagodniała.- Jesteś przerażona. Wszystko w porządku?
- Nie.- Jennifer pokręciła przecząco głową, wyjęła zza ramy obrazu kamerkę i powiedziała- Chodźmy stąd jak najszybciej.
- Jak wyjaśnisz Uli cały ten bajzel?- Vanessa weszła w głąb pokoju i podeszła do szafy.- Co to za dziwna suknia?
- Jeżeli kamerka zarejestrowała więcej niż widziałam, nie trzeba będzie jej nic tłumaczyć.- Jennifer wybiegła z pokoju a jej siostry razem za nią.
*
*
*
- Cholera jasna!- Jennifer wbiegła do pokoju.
- Bomba tu wybuchła?- Vanessa pobiegła do szafy i przesunęła tajną ściankę.- Na szczęście tego nie ukradli.
- Powiesz nam w końcu co tu się wydarzyło?- Megan podeszła do monitora i razem w trójkę obejrzały nagranie.
- Cholera…- Vanessa usiadła na podłodze i złapała się za głowę.
- Kto to? Ci Łowcy Żywiołów, o których mówili rodzice?- Meg zwróciła się do Jennifer jakby oczekiwała, że zna odpowiedź.
- Najwidoczniej… tak się przynajmniej zachowywali. Szukali dowodów na to, że w tym domu mieszka Hedera… i je znaleźli.
- Czyli to jednak ona.
- Poczekajcie.- Jennifer podbiegła do swojego łóżka i podniosła przesunięty przez mężczyzn materac.- Termometr zniknął.
- Jak to zniknął?- Vanessa wstała.
- Normalnie. Musieli go zabrać, pewnie jako poszlakę…w wyczuciu energii.
- Czego?- Megan się zdumiała.
- Zanim weszli do pokoju to coś o tym mówili. Ten termometr należy do Uli i oni to pewnie wyczuli. Założę się, że jedynymi zdemolowanymi pokojami są nasz i jej.
- Możesz mieć rację. – Meg wybiegła z pokoju i po jakiś 2 minutach wróciła lekko zdyszana.- Tylko nasze dwa. Reszta jest w idealnym porządku. Przy okazji zdjęłam kamery, bo po tym wszystkim nie ma już wątpliwości kim tak naprawdę jest Urszula.
- W takim razie trzeba by jakoś ją poinformować o naszym odkryciu.- Jennifer usiadła na swoim łóżku i opuściła głowę podtrzymując ją rękami.
- Nic ci nie jest?- Vanessa podeszła do siostry.
- Nic… tylko trochę zakręciło mi się w głowie. Pewnie z nerwów. W końcu o mało nie zginęłam.
- Dziewczyny!!!- Siostry zerwały się na równe nogi, gdy usłyszały krzyk Uli.
- Czyli już wiemy jak ją poinformować o tym, że wiemy…- Jennifer złapała się za kark.
- Chodźcie. Im dłużej będziemy zwlekać tym gorzej dla nas.- Vanessa podeszła do drzwi.- Na pewno już wszystko w porządku?
- Tak, chodźmy już.- Dziewczyny wyszły z pokoju.
- Bomba tu wybuchła?- Vanessa pobiegła do szafy i przesunęła tajną ściankę.- Na szczęście tego nie ukradli.
- Powiesz nam w końcu co tu się wydarzyło?- Megan podeszła do monitora i razem w trójkę obejrzały nagranie.
- Cholera…- Vanessa usiadła na podłodze i złapała się za głowę.
- Kto to? Ci Łowcy Żywiołów, o których mówili rodzice?- Meg zwróciła się do Jennifer jakby oczekiwała, że zna odpowiedź.
- Najwidoczniej… tak się przynajmniej zachowywali. Szukali dowodów na to, że w tym domu mieszka Hedera… i je znaleźli.
- Czyli to jednak ona.
- Poczekajcie.- Jennifer podbiegła do swojego łóżka i podniosła przesunięty przez mężczyzn materac.- Termometr zniknął.
- Jak to zniknął?- Vanessa wstała.
- Normalnie. Musieli go zabrać, pewnie jako poszlakę…w wyczuciu energii.
- Czego?- Megan się zdumiała.
- Zanim weszli do pokoju to coś o tym mówili. Ten termometr należy do Uli i oni to pewnie wyczuli. Założę się, że jedynymi zdemolowanymi pokojami są nasz i jej.
- Możesz mieć rację. – Meg wybiegła z pokoju i po jakiś 2 minutach wróciła lekko zdyszana.- Tylko nasze dwa. Reszta jest w idealnym porządku. Przy okazji zdjęłam kamery, bo po tym wszystkim nie ma już wątpliwości kim tak naprawdę jest Urszula.
- W takim razie trzeba by jakoś ją poinformować o naszym odkryciu.- Jennifer usiadła na swoim łóżku i opuściła głowę podtrzymując ją rękami.
- Nic ci nie jest?- Vanessa podeszła do siostry.
- Nic… tylko trochę zakręciło mi się w głowie. Pewnie z nerwów. W końcu o mało nie zginęłam.
- Dziewczyny!!!- Siostry zerwały się na równe nogi, gdy usłyszały krzyk Uli.
- Czyli już wiemy jak ją poinformować o tym, że wiemy…- Jennifer złapała się za kark.
- Chodźcie. Im dłużej będziemy zwlekać tym gorzej dla nas.- Vanessa podeszła do drzwi.- Na pewno już wszystko w porządku?
- Tak, chodźmy już.- Dziewczyny wyszły z pokoju.
- Co to ma znaczyć? Jestem wyrozumiała i bawią mnie wasze
żarty, ale jak mam rozumieć TO?- Wskazała ręką zdemolowany pokój i wyważone
drzwi.
- To nie my! Przysięgam! Po co miałybyśmy demolować twój pokój? Ani to śmieszne ani miłe.- Jennifer zaczęła się tłumaczyć, ale stanęła jak wryta i zaniemówiła. Pokój był w jeszcze gorszym stanie niż gdy z niego wychodziły. To znaczy, że po ich wyjściu jeszcze tu wrócili? A jeśli cały czas obserwowali co się dzieje w środku? Jeśli widzieli jak dziewczyny używały mocy by się tu dostać? Lub gorzej. Co, jeśli widzieli jak wychodziła spod łóżka? Co, jeśli wiedzą, że obserwowała i słuchała ich przez cały pobyt w pokoju Uli? Jennifer przytłoczyły te wszystkie pytania, które napierały w jej głowie z coraz większą siłą. Czuła jak robi jej się zimno, cała blednie, a opuszki palców kostnieją.
- Jenny nic ci nie jest?- Zły wyraz twarzy Uli ustąpił przerażeniu, gdy zobaczyła jak palce jej podopiecznej obrastają w szron, który powoli pnie się w górę do łokcia.
- To nie my! Przysięgam! Po co miałybyśmy demolować twój pokój? Ani to śmieszne ani miłe.- Jennifer zaczęła się tłumaczyć, ale stanęła jak wryta i zaniemówiła. Pokój był w jeszcze gorszym stanie niż gdy z niego wychodziły. To znaczy, że po ich wyjściu jeszcze tu wrócili? A jeśli cały czas obserwowali co się dzieje w środku? Jeśli widzieli jak dziewczyny używały mocy by się tu dostać? Lub gorzej. Co, jeśli widzieli jak wychodziła spod łóżka? Co, jeśli wiedzą, że obserwowała i słuchała ich przez cały pobyt w pokoju Uli? Jennifer przytłoczyły te wszystkie pytania, które napierały w jej głowie z coraz większą siłą. Czuła jak robi jej się zimno, cała blednie, a opuszki palców kostnieją.
- Jenny nic ci nie jest?- Zły wyraz twarzy Uli ustąpił przerażeniu, gdy zobaczyła jak palce jej podopiecznej obrastają w szron, który powoli pnie się w górę do łokcia.
Jennifer próbowała szybko mrugać, by odgonić pojawiające się
mroczki przed oczami, jednak bezskutecznie. Wszystko zlało się w jedną kolorową
plamę. Nie ma siły ustać na nogach. Słyszała szum i coraz głośniejsze wołania
sióstr oraz Uli. Nie mogła jednak zrozumieć co mówią. Traci równowagę. Prawie
upada, ale tuż przy ziemi, na moment przed uderzeniem ktoś ją chwyta. Czuje jak
jej powieki się zamykają i spowija ją mrok.
*
*
*
Witam wszystkich :) W końcu mam ferie! Nie macie pojęcia jak się cieszę z tego powodu! Jestem już wykończona. Wielu z Was zapewne ma ochotę mnie udusić przez to, że w tak tajemniczy sposób zakończyłam ten rozdział. Nie martwcie się, bo kolejny pojawi się jeszcze w te ferie. "Sprężę się" i specjalnie dla Was go napiszę :) Tymczasem pozostało mi życzyć wszystkim mającym ferie udanego odpoczynku, a tym, którzy tych ferii jeszcze nie mają, życzę wytrwałości ;) Zapraszam do komentowania, polecania mojego bloga znajomym i zostania tu ze mną na dłużej :D
Prawa autorskie zastrzeżone
Prawa autorskie zastrzeżone
czwartek, 24 grudnia 2015
Święta :D
Życzę Wam Wszystkim razem i każdemu z osobna Wesołych Świąt! Zdrowia, bo jest najważniejsze, spokojnych Świąt, bo każdy by takie chciał, udanego Sylwestra :D no i pieniędzy, bo nie oszukujmy się, przyda się każdemu, i jak mawiam "Niby pieniądze szczęścia nie dają, ale lepiej płakać nad swoim losem w mercedesie niż na rowerze" ;)
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Rozdział 4
Tydzień później Megan i Jennifer wraz z Vanessą szły do
szkoły, jak gdyby nic się nie stało.
- Zawsze podziwiałam jak szybko goiły się nam rany.- Megan z
niedowierzaniem zaczęła się przyglądać swoim rękom.- Nawet zadrapania.
- Tak, w sumie też mnie to ciekawiło.- Vanessa oglądała dłoń,
którą wczoraj skaleczyła.- Żadnego śladu.
- I podobno nie jesteśmy ze sobą spokrewnione.- Wtrąciła się Meg.- Dziwne.
- Dobra, chociaż na ten tydzień damy spokój Grubej.- Stwierdziła Jenny.
- No dobra. Niech się poczuje bezpieczna.- Megan uśmiechnęła się łobuzersko.
***
- I podobno nie jesteśmy ze sobą spokrewnione.- Wtrąciła się Meg.- Dziwne.
- Dobra, chociaż na ten tydzień damy spokój Grubej.- Stwierdziła Jenny.
- No dobra. Niech się poczuje bezpieczna.- Megan uśmiechnęła się łobuzersko.
***
Wieczorem, gdy dziewczyny wróciły do domu, ujrzały matkę,
która była wyraźnie zadowolona.
- Jutro będziecie obchodzić swoje 16 urodziny. Niestety nie będzie mnie wtedy w domu. Muszę wyjechać na spotkanie, które będzie w Nowym Jorku, toteż przez najbliższe trzy tygodnie nie będziemy się widzieć. Przygotowałam dla was małe podarunki. Myślę, że się wam spodobają. Możecie też iść później spać.
- Jutro będziecie obchodzić swoje 16 urodziny. Niestety nie będzie mnie wtedy w domu. Muszę wyjechać na spotkanie, które będzie w Nowym Jorku, toteż przez najbliższe trzy tygodnie nie będziemy się widzieć. Przygotowałam dla was małe podarunki. Myślę, że się wam spodobają. Możecie też iść później spać.
Tak właściwie to nikt nie wie kiedy siostry powinny obchodzić urodziny. Osiemnasty czerwca jest tylko umowną datą, bowiem tego dnia znalazły się w domu pani Stone. Dziewczyny pomimo szczęścia wiedziały, że pani Stone nie
robi tego tak naprawdę dla nich. Robiła to tylko, by móc później pochwalić się
swoim znajomym jaka z niej wspaniała matka. Nigdy ich nie kochała. Wzięła je
pod dach ze względu na prośby jej męża. Każde miłe wspomnienie dziewcząt było
związane z nim. Ona była od karania i nagradzania (głównie karania).
Dziewczynkom to nie przeszkadzało- do pewnego momentu. Pamiętają tylko, że mając
jakieś cztery lata w nocy słyszały krzyki, a rano widziały mamę wyrzucającą
wszystkie rzeczy pana Stone na zewnątrz. Pozbywała się wszystkiego co mogłoby o
nim przypomnieć. Chwilę potem podeszła do nich z zamiarem ściągnięcia im
pierścieni. Jest to jedyna pamiątka po ich rodzicach. Pierścienie te były
wielokrotnie chwalone przez pana Stone, przez co stały się wrogami pani Tatiany. Jednak
gdy próbowała zdjąć któryś… okazało się, że jest to niemożliwe.
„Pewnie trzeba zamoczyć rękę w wodzie”- Pomyślała. Ciągnąc Jenny do kuchni o
mało nie wyrwała jej ręki. ,,Nie chce zejść!’’- Wpadała w coraz większą
wściekłość. Próbowała wszystkiego. Pozostałym pierścieniom też nie dała rady.
Po godzinie uporczywej walki dała za wygraną. Symbole jej porażki do tej pory
zdobią dłonie jej córek.
- Tort jest czekoladowo-orzechowy, taki jaki lubicie.- Pani
Stone próbując być miłą wskazała na kwadratowy, oblany czekoladą tort.- Jak
zjemy otworzycie prezenty.
Po zdmuchnięciu świeczek, każda z dziewczynek otrzymała ogromny
kawał wypieku. Gdy nie były w stanie przełknąć kęsa więcej, pani Stone podała
każdej z dziewczyn po idealnie zapakowanym prezencie.
-Co to?- Zaciekawiona Vanessa potrząsała przy uchu
pudełeczkiem.
- Otwórz, to się przekonasz.
- Otwórz, to się przekonasz.
Prezent był mniej więcej wielkości połowy dłoni. Dziewczynki
rozdarły papier i ujrzały przed sobą naszyjniki z pierwszą literą imienia
każdej z nich. Podarunki były ze srebra; idealnie komponowały się z
pierścieniami sióstr.
-Śliczne.- Tylko tyle zdołały wydukać i jakby
czytały w myślach matki…
- Chciałabym żebyście nosiły je gdzie się da. Wspaniale pasują do waszych błyskotek .- Wskazała ręką palce dziewcząt.
- Chciałabym żebyście nosiły je gdzie się da. Wspaniale pasują do waszych błyskotek .- Wskazała ręką palce dziewcząt.
Oczywiście. Na czym innym mogłoby jej zależeć? Kompozycja
jest najważniejsza, ale były to w sumie jedne z najładniejszych prezentów jakie od niej dostały. Podziękowały więc i
ruszyły pospiesznie do pokoju.
- Kolejny wspaniały prezent od wspaniałej matki.- Vanessa
przewróciła oczami odkładając niedbale prezent na szafkę nocną.
Jenny rzuciła swój podarunek w kąt pokoju i rzuciła się z łoskotem na łóżko.
- Ciszej… Jeszcze tu przyjdzie i dopiero będzie.- Jęknęła Megan.
- Znowu nie posprzątałyście pokoju… bla, bla, bla… jaki tu bajzel… gdzie mój pas?!- Van zaczęła przedrzeźniać panią Tatianę.
Jenny rzuciła swój podarunek w kąt pokoju i rzuciła się z łoskotem na łóżko.
- Ciszej… Jeszcze tu przyjdzie i dopiero będzie.- Jęknęła Megan.
- Znowu nie posprzątałyście pokoju… bla, bla, bla… jaki tu bajzel… gdzie mój pas?!- Van zaczęła przedrzeźniać panią Tatianę.
Dziewczyny zaczęły się śmiać. Tak rzadko mają do tego
okazję. Wszystkie poszły w ślady Jennifer i położyły się na łóżkach.
- Zastanawiałyście się kiedyś dlaczego w ogóle mamy te
pierścienie?- Megan się zamyśliła.
- Codziennie o tym myślę.- Stwierdziła Jenny, po czym idąc w ślady Meg zadumała się.
- Serio? Twoje życie jest na tyle nudne, że w kółko wałkujesz ten sam temat dzień w dzień?- Megan zakpiła z siostry.
- Dobrze wiesz o co mi chodzi. Nie łap mnie za słówka.
- I dlaczego żadnym sposobem nie można ich zdjąć?- Dołączyła się Vanessa.
- Każdy pierścień ma inny szczegółowo dopracowany wzór.- Powiedziała Jenny dotykając opuszkiem palca malutkiego płatka śniegu, obok którego znajdowała się równie mała kropla wody. Płatek był ze srebra, kropla natomiast była małym szafirem.
- To wszystko jest jakieś dziwne.- Megan zapatrzyła się w maleńki srebrny piorun obok którego widniał rubinowy płomyk ognia.
Vanessa poprawiając poduszkę zahaczyła maleńkim ametystowym kwiatkiem i srebrną sikorką o poszewkę.
- Cholera…- Zdenerwowała się Vanessa, próbując się uwolnić.
- Poczekaj. Pomogę ci.- Jennifer wstała i ruszyła ku pomocy.- Okej…już prawie… gotowe.
- Dzięki.
-Nie ma sprawy. Jest już późno. Szykujmy się powoli do spania. Jakoś nie mam specjalnej ochoty siedzieć dziś do późna.
- Zwłaszcza, że chodzimy spać, o której chcemy niezależnie od woli mamy.- Van się zaśmiała.
- W sumie to jestem trochę zmęczona.- Megan udawała, że ziewa chcąc podkreślić swoje słowa.
- Codziennie o tym myślę.- Stwierdziła Jenny, po czym idąc w ślady Meg zadumała się.
- Serio? Twoje życie jest na tyle nudne, że w kółko wałkujesz ten sam temat dzień w dzień?- Megan zakpiła z siostry.
- Dobrze wiesz o co mi chodzi. Nie łap mnie za słówka.
- I dlaczego żadnym sposobem nie można ich zdjąć?- Dołączyła się Vanessa.
- Każdy pierścień ma inny szczegółowo dopracowany wzór.- Powiedziała Jenny dotykając opuszkiem palca malutkiego płatka śniegu, obok którego znajdowała się równie mała kropla wody. Płatek był ze srebra, kropla natomiast była małym szafirem.
- To wszystko jest jakieś dziwne.- Megan zapatrzyła się w maleńki srebrny piorun obok którego widniał rubinowy płomyk ognia.
Vanessa poprawiając poduszkę zahaczyła maleńkim ametystowym kwiatkiem i srebrną sikorką o poszewkę.
- Cholera…- Zdenerwowała się Vanessa, próbując się uwolnić.
- Poczekaj. Pomogę ci.- Jennifer wstała i ruszyła ku pomocy.- Okej…już prawie… gotowe.
- Dzięki.
-Nie ma sprawy. Jest już późno. Szykujmy się powoli do spania. Jakoś nie mam specjalnej ochoty siedzieć dziś do późna.
- Zwłaszcza, że chodzimy spać, o której chcemy niezależnie od woli mamy.- Van się zaśmiała.
- W sumie to jestem trochę zmęczona.- Megan udawała, że ziewa chcąc podkreślić swoje słowa.
*
*
*
- Nie mogę spać.- Jenny po raz kolejny przewraca się na bok
bezskutecznie zaciskając oczy w nadziei, że pomoże jej to zasnąć.
- Ja też.- Stwierdziły zgodnie Vanessa z Megan.
- Spróbujmy jeszcze, jak nie, przyjdziecie do mnie na łóżko i pogadamy.- Jenny ziewnęła.
- Okej.- Vanessa również ziewnęła.
- To łóżko jest dziś szczególnie niewygodne…- Jennifer ugniata poduszkę.- Czemu tu jest tak zimno?
- Zimno?- zdziwiła się Megan- Tu jest strasznie gorąco.
- Macie obie gorączkę czy co? Ja się czuję jakbym spała na kamieniach.- Vanessa wstała i dotknęła czół obu sióstr.- Zimne.
- Nic nam nie jest. Kładź się lepiej do łóżka. -Meg zatoczyła ręką koło w stronę pościeli siostry.
- Dobra, ale jakbyście się gorzej poczuły to dajcie znać.
-Okej, dam ci znać jak będę zamarzać na sopel lodu.- Jenny otuliła się ciaśniej kołdrą.
- A ja zacznę krzyczeć jak będę się palić żywcem.- Megan zrzuciła z siebie kołdrę i nogami upchnęła ją w kąt łóżka.
- Ja też.- Stwierdziły zgodnie Vanessa z Megan.
- Spróbujmy jeszcze, jak nie, przyjdziecie do mnie na łóżko i pogadamy.- Jenny ziewnęła.
- Okej.- Vanessa również ziewnęła.
- To łóżko jest dziś szczególnie niewygodne…- Jennifer ugniata poduszkę.- Czemu tu jest tak zimno?
- Zimno?- zdziwiła się Megan- Tu jest strasznie gorąco.
- Macie obie gorączkę czy co? Ja się czuję jakbym spała na kamieniach.- Vanessa wstała i dotknęła czół obu sióstr.- Zimne.
- Nic nam nie jest. Kładź się lepiej do łóżka. -Meg zatoczyła ręką koło w stronę pościeli siostry.
- Dobra, ale jakbyście się gorzej poczuły to dajcie znać.
-Okej, dam ci znać jak będę zamarzać na sopel lodu.- Jenny otuliła się ciaśniej kołdrą.
- A ja zacznę krzyczeć jak będę się palić żywcem.- Megan zrzuciła z siebie kołdrę i nogami upchnęła ją w kąt łóżka.
Jennifer i Megan wybuchły śmiechem. Uznały, że był to dosyć
słaby żart, ale czego można się spodziewać po zmęczonych dziewczynach w nocy?
- Ha, ha, ha bardzo śmieszne.- Van przewróciła oczami i
wróciła do swojego niewygodnego łóżka.
- Daj znać jeśli poczujesz, że zostałaś ukamienowana.- Wybuchła kolejna salwa śmiechu.
- To łóżko jest naprawdę twarde.
- Dobra, dobra zajmiemy się tym rano.- Jennifer położyła głowę na poduszce.- Co jest?
- Co się znowu stało?- Meg przewróciła oczami i usiadła na materacu.
- Czy było wam kiedyś tak zimno, że aż poduszka wam zamarzła na kość?- Jenny nie mogła się nadziwić temu co widzi.
- I przeszkadzasz nam w zasypianiu tylko dlatego, że masz chłodną poduchę?- Vanessa również usiadła.
- Nie. Ona naprawdę zamarzła. Jest zamrożona. Jakby ktoś wsadził ją do formy pełnej wody i zamroził.
- Coś ty znów wymyśliła?- Vanessa przewróciła oczami, ale czując chłód zapaliła nocną lampkę i podeszła żeby z bliska obejrzeć niecodzienne zjawisko.- Megan…chodź tu. Nie uwierzysz.- Van szeroko otwarła usta ze zdumienia, po czym postukała palcem po poduszce.- Na kość.
- Wkręcacie mnie?
- Daj znać jeśli poczujesz, że zostałaś ukamienowana.- Wybuchła kolejna salwa śmiechu.
- To łóżko jest naprawdę twarde.
- Dobra, dobra zajmiemy się tym rano.- Jennifer położyła głowę na poduszce.- Co jest?
- Co się znowu stało?- Meg przewróciła oczami i usiadła na materacu.
- Czy było wam kiedyś tak zimno, że aż poduszka wam zamarzła na kość?- Jenny nie mogła się nadziwić temu co widzi.
- I przeszkadzasz nam w zasypianiu tylko dlatego, że masz chłodną poduchę?- Vanessa również usiadła.
- Nie. Ona naprawdę zamarzła. Jest zamrożona. Jakby ktoś wsadził ją do formy pełnej wody i zamroził.
- Coś ty znów wymyśliła?- Vanessa przewróciła oczami, ale czując chłód zapaliła nocną lampkę i podeszła żeby z bliska obejrzeć niecodzienne zjawisko.- Megan…chodź tu. Nie uwierzysz.- Van szeroko otwarła usta ze zdumienia, po czym postukała palcem po poduszce.- Na kość.
- Wkręcacie mnie?
Siostra podeszła i oniemiała. Teraz już nie tylko poduszka,
ale i materac oraz kołdra były pokryte warstwą lodu oraz szronu.
- Jak to się?...- Żadna nie mogła odpowiedzieć na to
pytanie. Meg zatkało. Dotknęła palcem zlodowaconej poduszki. W tym momencie spomiędzy jej palca a warstwy lodu
wydobyło się ciche syknięcie i cienka nitka pary wzniosła się w powietrze. W jednym
miejscu znów można było dotknąć materiału. Odskoczyła jak oparzona- Ał! Co się?...-
Otworzyła szeroko oczy.
- Megi! Nic ci nie jest?- Jenny się wystraszyła, ale widząc, że z siostrą było już w porządku, dała sobie spokój.
- Lepiej zejdź. Nie jest ci zimno?- Vanessa szarpnęła Jenny za rękę.
- Może uznacie mnie za wariatkę, ale mi jest ciepło.- Dziewczyna trzymała w rękach kostkę lodu będącą jeszcze kilka minut temu jej kołdrą.
- Okej… jesteś skończoną wariatką. – Van uśmiechnęła się złośliwie.
- A czy to jakaś nowość?- Megan spojrzała porozumiewawczo na siostrę.
- Nic już nie rozumiem, która jest godzina?- Vanessa zerknęła na zegarek i sama sobie odpowiedziała- 1:40.
- Czy to nie o tej godzinie się urodziłaś?- Megan zaczęła się zastanwiać.
- No tak, ale co to ma do rzeczy?
- Wiecie co? Pogadamy o tym rano. Teraz nie jestem w stanie tego ogarnąć.- Megan usiadła na swoje łóżko, które niczym odpalona zapałka zaczęło się palić.
- Pożar! Meg, wstawaj!- Vanessa zerwała się po gaśnicę.
- Poczekaj… spójrz.- Dziewczyna wysunęła rękę.- Ani zaczerwienienia.
- Jak to się w ogóle…nie rozumiem.- Mimo wszystko ściągnęła gaśnicę ze ściany i trzymała ją w rękach w pełnej gotowości… tak na w razie czego.- Może to jakoś ugaszę?- Próbowała przez dobrą chwilę zanim całkiem się poddała, a gaśnica była pusta.- Ogień nawet nie zareagował. Teraz to już nic nie rozumiem. Ty mrozisz, ty zapalasz. 1:49- Megan, wtedy przyszłaś na świat.
- Równiutkie 16 lat temu.
Van opadła bezradnie na łóżko.
- Ał!- podskoczyła jak oparzona.
- Co jest?- Jenny również wstała.
- Kolce.
-Kolce?
-Kolce róży. Na moim łóżku z resztą jak i pnącze oraz same kwiaty róży.
- Megi! Nic ci nie jest?- Jenny się wystraszyła, ale widząc, że z siostrą było już w porządku, dała sobie spokój.
- Lepiej zejdź. Nie jest ci zimno?- Vanessa szarpnęła Jenny za rękę.
- Może uznacie mnie za wariatkę, ale mi jest ciepło.- Dziewczyna trzymała w rękach kostkę lodu będącą jeszcze kilka minut temu jej kołdrą.
- Okej… jesteś skończoną wariatką. – Van uśmiechnęła się złośliwie.
- A czy to jakaś nowość?- Megan spojrzała porozumiewawczo na siostrę.
- Nic już nie rozumiem, która jest godzina?- Vanessa zerknęła na zegarek i sama sobie odpowiedziała- 1:40.
- Czy to nie o tej godzinie się urodziłaś?- Megan zaczęła się zastanwiać.
- No tak, ale co to ma do rzeczy?
- Wiecie co? Pogadamy o tym rano. Teraz nie jestem w stanie tego ogarnąć.- Megan usiadła na swoje łóżko, które niczym odpalona zapałka zaczęło się palić.
- Pożar! Meg, wstawaj!- Vanessa zerwała się po gaśnicę.
- Poczekaj… spójrz.- Dziewczyna wysunęła rękę.- Ani zaczerwienienia.
- Jak to się w ogóle…nie rozumiem.- Mimo wszystko ściągnęła gaśnicę ze ściany i trzymała ją w rękach w pełnej gotowości… tak na w razie czego.- Może to jakoś ugaszę?- Próbowała przez dobrą chwilę zanim całkiem się poddała, a gaśnica była pusta.- Ogień nawet nie zareagował. Teraz to już nic nie rozumiem. Ty mrozisz, ty zapalasz. 1:49- Megan, wtedy przyszłaś na świat.
- Równiutkie 16 lat temu.
Van opadła bezradnie na łóżko.
- Ał!- podskoczyła jak oparzona.
- Co jest?- Jenny również wstała.
- Kolce.
-Kolce?
-Kolce róży. Na moim łóżku z resztą jak i pnącze oraz same kwiaty róży.
Jenny i Meg podeszły w stronę siostry. Zobaczyły gęsto rosnące gałęzie
róży, ciasno owinięte wokół pościeli Vanessy.
- 1:53- Powiedziała Jenny. Dziewczyny spojrzały na siebie.
- Dobra, teraz to się już na serio boję.- Megan zaczęła przestępować z jednej nogi na drugą.
- A wcześniej to cię to bawiło, czy co?- Jennifer z trudem siliła się na uszczypliwość.
- Ej… A skąd pewność, że nam się to nie śni?- Van uszczypnęła się w nadziei, że się obudzi.
- Nawet gdyby, to niemożliwe żeby wszystkim nam się śniło to samo.- Na wszelki wypadek Meg zaczęła potrząsać głową, pewna omamów.
- Jenny pokaż mi swoje rysunki, szybko.-Vanessa złapała ją za ramię.- Jesteś lodowata.
- Już szukam.- Postanowiła zignorować uwagę siostry.
- Dobra, teraz to się już na serio boję.- Megan zaczęła przestępować z jednej nogi na drugą.
- A wcześniej to cię to bawiło, czy co?- Jennifer z trudem siliła się na uszczypliwość.
- Ej… A skąd pewność, że nam się to nie śni?- Van uszczypnęła się w nadziei, że się obudzi.
- Nawet gdyby, to niemożliwe żeby wszystkim nam się śniło to samo.- Na wszelki wypadek Meg zaczęła potrząsać głową, pewna omamów.
- Jenny pokaż mi swoje rysunki, szybko.-Vanessa złapała ją za ramię.- Jesteś lodowata.
- Już szukam.- Postanowiła zignorować uwagę siostry.
Dziewczyny postanowiły przemilczeć temat ciepłoty ich ciał.
To nie było teraz najważniejsze. Jenny wyrzuciła wszystko z szuflady.
- Znalazłam.- Wyjęła z teczki gruby plik najróżniejszych
rysunków, po czym rozrzuciła wszystkie po podłodze aby móc się im dokładniej
przyjrzeć.
Jennifer od zawsze miała talent plastyczny. Była to jej
odskocznia- od matki, od szkoły, od wszystkiego. Rysowała niezwykle
realistycznie. Budziła się z nowym pomysłem na rysunek i nie odchodziła od
biurka dopóki nie uznała, że jest idealny.
- Tu są nasze pierścienie.- Vanessa wskazała rysunek przy
łóżku Jennifer. W pokoju pachniało różami. Było jednocześnie gorąco i zimno.
- A to kto?- Megan zaciekawiona podniosła jeden z obrazków.-
Twarze wydają mi się jednocześnie bardzo bliskie, ale i obce.
- To było miesiąc temu. Obudziłam się o drugiej w nocy i poczułam, że muszę ich uwiecznić. Śnili mi się.
- Kim byli?- Van oglądała dokładnie dziewięć postaci na rysunku. Trzy kobiety i trzej mężczyźni- małżeństwa. Każda z kobiet trzymała na rękach malutką dziewczynkę.
- Naszymi rodzicami.- Jennifer opuściła głowę, a do jej oczu napłynęły łzy.- To było takie prawdziwe. Widziałam jak się śmiali i razem rozmawiali, nasze mamy jednocześnie nas zabawiały.
- Nie uważacie, że każda z nich jest do któreś z nas podobna?- Megan zbliżyła rysunek do swojej twarzy.
- Ta malutka po lewej to ty razem z rodzicami, a ty Van to ta po prawej, ja jestem po środku.
- Pamiętasz jak się nazywają?- Vanessa coraz bardziej zaczęła się wzruszać.
- Mama Meg to Ignis, a jej tata to Fulgur. Twoja mama to Terra, a tata to Ramus . Moja mama to Fluminis, choć wszyscy mówią na nią Aqua, a tata to Ice . Przyjrzyjcie się uważnie ich dłoniom.
- Pierścienie?!- Dziewczęta ze zdumienia otwarły usta.
- Dokładnie takie jak nasze.- Jennifer przytaknęła.
- Dajcie sobie spokój- Van ukucnęła i łapiąc się za głowę próbowała wszystko poukładać.- Czyli… zostałyśmy podłożone do obcej rodziny, bardzo szybko goją nam się rany, mamy pierścienie ukazujące nasze supermoce...przynajmniej jedną z naszych supermocy, a poza tym szczególne zdolności.- Ty potrafisz narysować wszystko perfekcyjnie. Nieraz, nim kogoś poznałaś, narysowałaś go z najmniejszymi szczegółami, ty od zawsze byłaś niezwykle wygimnastykowana...- Wstała i spojrzła się na Megan.- nie ma chyba na świecie nikogo bardziej giętkiego od ciebie, a ja...
- A ty masz zmysły wyczulone bardziej od zwierząt. Wzrok, węch… nie ma drugiej osoby na świecie takiej jak ty.- Megan przeciągnęła się niczym kot po długiej drzemce.
- Nie zapomnijmy jeszcze o rzekomym porozumiewaniu się ze zwierzętami i roślinami.- Dodała Jennifer .
- Ale to prawda!- Van się oburzyła.
- Po dzisiejszej nocy jestem w stanie uwierzyć nawet w kosmitów.- Meg stanęła po stronie siostry.- To co? Jesteśmy jakimiś potworami? Wampirami czy coś w tym stylu?
- Zależy, czy stojąc koło kogoś masz ochotę wgryźć mu się w szyję, albo czy będąc na słońcu zamieniasz się w popiół.- Jennifer wskazała palcem na opaleniznę siostry.
- No dobra może nie wampirami, ale nie wiem, kimś w tym rodzaju- wilkołakami? mumiami?- Widząc, że siostra znów chce się silić na uszczypliwość szybko dodała.- Okej, żadnym z tych, ale wiecie o co mi chodzi.
- Wspaniała elita.- Jennifer parsknęła nerwowym śmiechem.- Królowa Lodu, Chodząca Pochodnia i Matka Natura.
- Dobra- Van klasnęła w ręce by zwrócić uwagę sióstr- Może to w naszej obecnej sytuacji kompletnie od czapy… ale ma któraś jakiś pomysł na ogarnięcie pokoju?
- Całkiem o tym zapomniałam… i o matce. Co ona powie na pół zamrożony, pół zwęglony i zarośnięty pokój?- Jennifer zaczęła przestępować nerwowo z nogi na nogę.
- Może zawołamy którąś ze sprzątaczek?- Vanessa podeszła do drzwi.
- Oczywiście, a ona bez zbędnych pytań zacznie gasić, odmrażać i odchwaszczać nasz pokój.- Jennifer i Megan przewróciły oczami.
- Ale coś musimy z tym zrobić.- Jenny podniosła swoje rysunki z podłogi i położyła je na biurko.
- Może jak się skupimy to… sama nie wiem. To zniknie?- Vanessa z bezradności opuściła wcześniej skrzyżowane na piersiach ręce.
- To nie żadna bajka, ani kreskówka. Tu bałagan nie znika ot tak, od chęci bohaterów.- Powiedziała Meg.
- A masz może jakiś lepszy pomysł?- Vanessa zwróciła się do siostry.
- Zawsze można spróbować.
- To było miesiąc temu. Obudziłam się o drugiej w nocy i poczułam, że muszę ich uwiecznić. Śnili mi się.
- Kim byli?- Van oglądała dokładnie dziewięć postaci na rysunku. Trzy kobiety i trzej mężczyźni- małżeństwa. Każda z kobiet trzymała na rękach malutką dziewczynkę.
- Naszymi rodzicami.- Jennifer opuściła głowę, a do jej oczu napłynęły łzy.- To było takie prawdziwe. Widziałam jak się śmiali i razem rozmawiali, nasze mamy jednocześnie nas zabawiały.
- Nie uważacie, że każda z nich jest do któreś z nas podobna?- Megan zbliżyła rysunek do swojej twarzy.
- Ta malutka po lewej to ty razem z rodzicami, a ty Van to ta po prawej, ja jestem po środku.
- Pamiętasz jak się nazywają?- Vanessa coraz bardziej zaczęła się wzruszać.
- Mama Meg to Ignis, a jej tata to Fulgur. Twoja mama to Terra, a tata to Ramus . Moja mama to Fluminis, choć wszyscy mówią na nią Aqua, a tata to Ice . Przyjrzyjcie się uważnie ich dłoniom.
- Pierścienie?!- Dziewczęta ze zdumienia otwarły usta.
- Dokładnie takie jak nasze.- Jennifer przytaknęła.
- Dajcie sobie spokój- Van ukucnęła i łapiąc się za głowę próbowała wszystko poukładać.- Czyli… zostałyśmy podłożone do obcej rodziny, bardzo szybko goją nam się rany, mamy pierścienie ukazujące nasze supermoce...przynajmniej jedną z naszych supermocy, a poza tym szczególne zdolności.- Ty potrafisz narysować wszystko perfekcyjnie. Nieraz, nim kogoś poznałaś, narysowałaś go z najmniejszymi szczegółami, ty od zawsze byłaś niezwykle wygimnastykowana...- Wstała i spojrzła się na Megan.- nie ma chyba na świecie nikogo bardziej giętkiego od ciebie, a ja...
- A ty masz zmysły wyczulone bardziej od zwierząt. Wzrok, węch… nie ma drugiej osoby na świecie takiej jak ty.- Megan przeciągnęła się niczym kot po długiej drzemce.
- Nie zapomnijmy jeszcze o rzekomym porozumiewaniu się ze zwierzętami i roślinami.- Dodała Jennifer .
- Ale to prawda!- Van się oburzyła.
- Po dzisiejszej nocy jestem w stanie uwierzyć nawet w kosmitów.- Meg stanęła po stronie siostry.- To co? Jesteśmy jakimiś potworami? Wampirami czy coś w tym stylu?
- Zależy, czy stojąc koło kogoś masz ochotę wgryźć mu się w szyję, albo czy będąc na słońcu zamieniasz się w popiół.- Jennifer wskazała palcem na opaleniznę siostry.
- No dobra może nie wampirami, ale nie wiem, kimś w tym rodzaju- wilkołakami? mumiami?- Widząc, że siostra znów chce się silić na uszczypliwość szybko dodała.- Okej, żadnym z tych, ale wiecie o co mi chodzi.
- Wspaniała elita.- Jennifer parsknęła nerwowym śmiechem.- Królowa Lodu, Chodząca Pochodnia i Matka Natura.
- Dobra- Van klasnęła w ręce by zwrócić uwagę sióstr- Może to w naszej obecnej sytuacji kompletnie od czapy… ale ma któraś jakiś pomysł na ogarnięcie pokoju?
- Całkiem o tym zapomniałam… i o matce. Co ona powie na pół zamrożony, pół zwęglony i zarośnięty pokój?- Jennifer zaczęła przestępować nerwowo z nogi na nogę.
- Może zawołamy którąś ze sprzątaczek?- Vanessa podeszła do drzwi.
- Oczywiście, a ona bez zbędnych pytań zacznie gasić, odmrażać i odchwaszczać nasz pokój.- Jennifer i Megan przewróciły oczami.
- Ale coś musimy z tym zrobić.- Jenny podniosła swoje rysunki z podłogi i położyła je na biurko.
- Może jak się skupimy to… sama nie wiem. To zniknie?- Vanessa z bezradności opuściła wcześniej skrzyżowane na piersiach ręce.
- To nie żadna bajka, ani kreskówka. Tu bałagan nie znika ot tak, od chęci bohaterów.- Powiedziała Meg.
- A masz może jakiś lepszy pomysł?- Vanessa zwróciła się do siostry.
- Zawsze można spróbować.
Jennifer , Megan i
Vanessa usiadły na swoich łóżkach, zamknęły oczy i w całkowitym skupieniu
wyobrażały sobie, że każda z ich części pokoju jest czysta i jak najbardziej
normalna.
- Czujecie to? Powiew chłodu.- Jennifer się uśmiechnęła, widać było, że zimny powiew dobrze jej zrobił.
- To raczej gorący podmuch.- Megan siedziała z tym samym uśmiechem co jej siostra.
- Nie, czuję zapachy lasu: kwiaty, drzewa, słyszę jego szum-. Van przyłączyła się do sióstr i wyszczerzyła się od ucha do ucha.
- Spójrzcie!- Jennifer otworzyła oczy, a wraz z nią pozostałe.
- Czujecie to? Powiew chłodu.- Jennifer się uśmiechnęła, widać było, że zimny powiew dobrze jej zrobił.
- To raczej gorący podmuch.- Megan siedziała z tym samym uśmiechem co jej siostra.
- Nie, czuję zapachy lasu: kwiaty, drzewa, słyszę jego szum-. Van przyłączyła się do sióstr i wyszczerzyła się od ucha do ucha.
- Spójrzcie!- Jennifer otworzyła oczy, a wraz z nią pozostałe.
Wcześniej zapalona przez Vanessę lampka nocna była jedynym
źródłem światła w ich pokoju. W półmroku każda z nich widziała tańczące pyłki
nad ich głowami. – Niebieskie, czerwone, i fioletowe- ulubione kolory Jennifer
, Megan i Vanessy, które powoli opadały
na każdą z nich. Wzięły głęboki wdech i wtedy naprawdę poczuły magię.
- Nigdy nie czułam się tak…- Żadna nie mogła znaleźć
odpowiednich słów.
- Czuję w sobie tyle energii- Meg zerwała się z łóżka na nogi. Dziewczyny poszły w ślad za nią. Każda to czuła. Energię pulsującą w ich żyłach. Czuły się jakby mogły zrobić wszystko. W pewnym momencie wszystkie poczuły szarpnięcie za lewą rękę.
- Co jest?- Powiedziały jednocześnie.
- Czuję w sobie tyle energii- Meg zerwała się z łóżka na nogi. Dziewczyny poszły w ślad za nią. Każda to czuła. Energię pulsującą w ich żyłach. Czuły się jakby mogły zrobić wszystko. W pewnym momencie wszystkie poczuły szarpnięcie za lewą rękę.
- Co jest?- Powiedziały jednocześnie.
Nagle znalazły się na środku pokoju. Ich pierścienie
złączyły się jak magnesy. Stały tak z wyciągniętymi rękami, nie ruszając się
nawet o milimetr. Pył znów się pojawił. Trójkolorowe obłoczki próbowały
przybrać jakąś formę nad rękami dziewcząt. Szeroko otwarły buzie ze zdumienia,
gdy zobaczyły postacie z rysunku Jenny. Stały dokładnie jak na nim.
- Witajcie kochane.- Ujrzały stojącą na środku matkę Jennifer,
trzymającą niemowlę na rękach.
- Jeśli to oglądacie, znaczy że skończyłyście 16 lat.- Dołączył się ojciec Vanessy.
- Wszystkiego Najlepszego!- Powiedzieli wszyscy chórem.
- Moje drogie… Jesteśmy waszymi rodzicami.- Matka Megan zaczęła kołysać w rękach skamlące maleństwo.
- Jest to dosyć skomplikowana sytuacja. Niestety nie mamy dostatecznie dużo czasu by wam o wszystkim opowiedzieć.- Ojciec Jennifer wziął od Fluminis dziecko.- Chcielibyśmy abyście wiedziały o sobie jak najwięcej, a więc…- odwrócił się w stronę Jennifer. Nie wiem jak nazwali cię twoi adopcyjni rodzice, ale masz na imię Nix, czyli śnieg . Domyślasz się już pewnie dlaczego.- Uśmiechnął się- Wasze moce są potężne, są najpotężniejsze, bo to moce żywiołów. Musicie wszystkie nauczyć się nad nimi panować. Dopóki tego nie zrobicie będziecie się stale ranić zwłaszcza ty i Jumena. Macie całkowicie przeciwne żywioły. Uważajcie też na swoje emocje. Chwila wściekłości i pół miasta spłonie, stanie się mrożonką lub gęstą puszczą. Tak długo jak nie macie chociaż minimalnej kontroli, ograniczajcie emocje.
- Oczywiście każda z was na pewno ma jakieś specjalne uzdolnienia. - Mama Jenny wzięła niemowlę z powrotem na ręce.- Wiemy, że potrafisz narysować wszystko co było, jest i będzie. To niezwykły dar. Możesz w ten sposób przewidzieć wiele czyhających na was zagrożeń, a ku takim będą okazje. Pewnie już znasz nasze imiona. Twoje sny są kluczem do wielu odpowiedzi. Kochamy cię śnieżynko.- Dodali oboje.
- Virentia- Terra zwróciła się do Vanessy.- Chcę żebyś wiedziała, że cię kochamy kwiatuszku. Rozumiesz rośliny i zwierzęta. Słuchaj drzew, tych leśnych, najstarszych, ponieważ wiedzą najwięcej. Masz też niezwykle wyczulone zmysły. Będziesz w stanie wyczuć nadciągające zagrożenie.
- Jumena- płomyk- Z pewnością masz ognisty charakter.- Ignis odwróciła się w stronę Meg.- Twoja gibkość przyda ci się w momencie szybkiej ewaukacji. Jeśli dobrze rozwiniesz tą zdolność, dasz sobie radę z każdym, kto będzie chciał cię skrzywdzić. Nic nie stanie ci na przeszkodzie. Kochamy cię płomyczku. Gdy będziecie razem jesteście nie do pokonania… właśnie… zagrożenie. Moje drogie, musicie to wiedzieć. Jesteście księżniczkami Uranium. Wasza moc jest potężniejsza od pozostałych czarodziejek. Z tego powodu chcą wam ją odebrać Łowcy Żywiołów. Są bardzo niebezpieczni. Zrobią wszystko by dostać was w swoje ręce. Do tej pory byłyście bezpieczne, teraz gdy wasza moc się ujawniła musicie na siebie uważać.
- Oczywiście nie możemy was zostawić całkiem samych.- Wtrącił się Fulgur.- Hedera oraz pozostali dwaj opiekunowie czuwali nad wami przez szesnaście lat. Nawet o tym nie wiedziałyście. Są ludźmi z waszego najbliższego otoczenia. Musicie się domyślić kim są.
- Jeśli to oglądacie, znaczy że skończyłyście 16 lat.- Dołączył się ojciec Vanessy.
- Wszystkiego Najlepszego!- Powiedzieli wszyscy chórem.
- Moje drogie… Jesteśmy waszymi rodzicami.- Matka Megan zaczęła kołysać w rękach skamlące maleństwo.
- Jest to dosyć skomplikowana sytuacja. Niestety nie mamy dostatecznie dużo czasu by wam o wszystkim opowiedzieć.- Ojciec Jennifer wziął od Fluminis dziecko.- Chcielibyśmy abyście wiedziały o sobie jak najwięcej, a więc…- odwrócił się w stronę Jennifer. Nie wiem jak nazwali cię twoi adopcyjni rodzice, ale masz na imię Nix, czyli śnieg . Domyślasz się już pewnie dlaczego.- Uśmiechnął się- Wasze moce są potężne, są najpotężniejsze, bo to moce żywiołów. Musicie wszystkie nauczyć się nad nimi panować. Dopóki tego nie zrobicie będziecie się stale ranić zwłaszcza ty i Jumena. Macie całkowicie przeciwne żywioły. Uważajcie też na swoje emocje. Chwila wściekłości i pół miasta spłonie, stanie się mrożonką lub gęstą puszczą. Tak długo jak nie macie chociaż minimalnej kontroli, ograniczajcie emocje.
- Oczywiście każda z was na pewno ma jakieś specjalne uzdolnienia. - Mama Jenny wzięła niemowlę z powrotem na ręce.- Wiemy, że potrafisz narysować wszystko co było, jest i będzie. To niezwykły dar. Możesz w ten sposób przewidzieć wiele czyhających na was zagrożeń, a ku takim będą okazje. Pewnie już znasz nasze imiona. Twoje sny są kluczem do wielu odpowiedzi. Kochamy cię śnieżynko.- Dodali oboje.
- Virentia- Terra zwróciła się do Vanessy.- Chcę żebyś wiedziała, że cię kochamy kwiatuszku. Rozumiesz rośliny i zwierzęta. Słuchaj drzew, tych leśnych, najstarszych, ponieważ wiedzą najwięcej. Masz też niezwykle wyczulone zmysły. Będziesz w stanie wyczuć nadciągające zagrożenie.
- Jumena- płomyk- Z pewnością masz ognisty charakter.- Ignis odwróciła się w stronę Meg.- Twoja gibkość przyda ci się w momencie szybkiej ewaukacji. Jeśli dobrze rozwiniesz tą zdolność, dasz sobie radę z każdym, kto będzie chciał cię skrzywdzić. Nic nie stanie ci na przeszkodzie. Kochamy cię płomyczku. Gdy będziecie razem jesteście nie do pokonania… właśnie… zagrożenie. Moje drogie, musicie to wiedzieć. Jesteście księżniczkami Uranium. Wasza moc jest potężniejsza od pozostałych czarodziejek. Z tego powodu chcą wam ją odebrać Łowcy Żywiołów. Są bardzo niebezpieczni. Zrobią wszystko by dostać was w swoje ręce. Do tej pory byłyście bezpieczne, teraz gdy wasza moc się ujawniła musicie na siebie uważać.
- Oczywiście nie możemy was zostawić całkiem samych.- Wtrącił się Fulgur.- Hedera oraz pozostali dwaj opiekunowie czuwali nad wami przez szesnaście lat. Nawet o tym nie wiedziałyście. Są ludźmi z waszego najbliższego otoczenia. Musicie się domyślić kim są.
- Jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa, o której musicie
wiedzieć.- Ramus- tata Vanessy zabrał głos.- Może ciężko będzie wam w to
uwierzyć ale… jesteście nieśmiertelne.
- Co?!- Jennifer jako pierwszej udało się wykrztusić jakiekolwiek słowo.- Nieśmiertelne? Ale…jak…
- Gdy skończycie osiemnaście lat okres waszego rozwoju się zakończy.- Mężczyzna kontynuował- Do tego czasu wasze zdolności będą w pełni rozwinięte.
- Królewski tron?- Megan z ledwością wykrztusiła z siebie te słowa. Zza postaci dobiegł głośny huk.
- Niestety moje kochane Łowcy Żywiołów już po nas idą. Przedarli się przez pole obronne. Nie możemy już nic więcej zrobić. Skończyłyście już szesnaście lat co znaczy, że możecie objąć władzę na Uranium.
- Posłuchajcie.- Fluminis się wtrąciła.- Jest jeszcze jeden żywioł- wiatr. Aura i jej rodzice oddzielili się od nas po ostatnim ataku Łowców. Nie możemy ich znaleźć, ale wiemy, że Aura z pewnością jest bezpieczna. Jest sama. Bez was sobie nie poradzi. Jest najmłodsza z was. Jej moce pewnie też się już ujawniły. Musicie ją znaleźć nim zrobią to Łowcy.
- Królowo, zbliżają się! Musicie je ukryć!- W tym momencie podeszła drobna kobieta, najprawdopodobniej służąca, która wskazywała jakiś odległy punkt. Dziewczynom głos wydawał się znajomy, ale nie mogły go dopasować do żadnej twarzy którą znają.
- Musimy kończyć. Kochamy was. Nigdy o tym nie zapominajcie.
- Zaczekajcie… proszę.- Dziewczyny miały łzy w oczach.
Postacie po raz ostatni odwróciły się w ich stronę. W
oczach wszystkich pojawiły się łzy. Pobiegli przed siebie. W tym momencie pył powrócił do pierścieni,
które rozłączyły się, powodując upadek całej trójki. Dziewczyny siedziały
patrząc się na siebie osłupiałe, po czym w milczeniu przytuliły się płacząc cicho
sobie nawzajem w ramię.
- Co?!- Jennifer jako pierwszej udało się wykrztusić jakiekolwiek słowo.- Nieśmiertelne? Ale…jak…
- Gdy skończycie osiemnaście lat okres waszego rozwoju się zakończy.- Mężczyzna kontynuował- Do tego czasu wasze zdolności będą w pełni rozwinięte.
- Królewski tron?- Megan z ledwością wykrztusiła z siebie te słowa. Zza postaci dobiegł głośny huk.
- Niestety moje kochane Łowcy Żywiołów już po nas idą. Przedarli się przez pole obronne. Nie możemy już nic więcej zrobić. Skończyłyście już szesnaście lat co znaczy, że możecie objąć władzę na Uranium.
- Posłuchajcie.- Fluminis się wtrąciła.- Jest jeszcze jeden żywioł- wiatr. Aura i jej rodzice oddzielili się od nas po ostatnim ataku Łowców. Nie możemy ich znaleźć, ale wiemy, że Aura z pewnością jest bezpieczna. Jest sama. Bez was sobie nie poradzi. Jest najmłodsza z was. Jej moce pewnie też się już ujawniły. Musicie ją znaleźć nim zrobią to Łowcy.
- Królowo, zbliżają się! Musicie je ukryć!- W tym momencie podeszła drobna kobieta, najprawdopodobniej służąca, która wskazywała jakiś odległy punkt. Dziewczynom głos wydawał się znajomy, ale nie mogły go dopasować do żadnej twarzy którą znają.
- Musimy kończyć. Kochamy was. Nigdy o tym nie zapominajcie.
- Zaczekajcie… proszę.- Dziewczyny miały łzy w oczach.
*
*
*
Myślę, że mi wybaczycie fakt, iż tak długo nic nie wstawiałam, ponieważ ten rozdział jest wyjątkowo długi (przynajmniej dłuższy od poprzednich). Niedługo święta! Ach jak ja kocham święta! Lampki, piosenki świąteczne i prezenty. Chciałabym umieścić świąteczny motyw w opowieści, ale by nie pasował (przynajmniej w tej chwili), ale za to wydaje mi się, że będziecie usatysfakcjonowani, ponieważ w tym rozdziale w końcu zaczyna się wam coś rozjaśniać ;) Chociaż w miejsce starych pytań zaczęły pojawiać się nowe pytania... no cóż... czytajcie dalej i czekajcie na kolejne rozdziały,a odpowiedzi znajdziecie :D Zachęcam do komentowania bo chcę wiedzieć co inni sądzą o mojej pracy :)
Prawa autorskie zastrzeżone
piątek, 16 października 2015
Rozdział 3
Gdy tylko wróciły do domu, Vanessa wbiegła na schody, a matka kazała Megan i Jennifer pójść do salonu. Zanim ruszyła w górę schodów, Van spojrzała na Meg, próbując ją bezgłośnie przeprosić. Ta jednak machnęła tylko ręką, co miało znaczyć żeby jak najszybciej się ulotniła. Zaraz po wejściu do pokoju, usłyszała krzyki pani Stone. Nie mogła rozróżnić żadnych słów, ale pewnym było, że jest bardzo zła. Po chwili do pani Tatiany dołączyły Jennifer i Megan. Były to jednak krzyki bólu. ''Wyciągnęła pas''-pomyślała.
Nie myliła się. Chodzi o gruby, skórzany pas, którym były bite bezlitośnie za każdym razem, gdy ich wybryk nawet w najmniejszym stopniu spowodował uszczerbek w kieszeni ich matki. ''Byłam lana przez moją matkę dokładnie takim pasem i spójrzcie tylko. Przestałam myśleć o głupotach i mam teraz własną firmę. Zobaczycie, że kiedyś mi podziękujecie''- powtarzała ilekroć któraś się jej sprzeciwiła. Vanessa wyszła z pokoju i wyglądała ukradkiem z góry schodów na kłótnię dochodzącą z dołu.
- Mam dość!-Donośny krzyk Jenny wyrwał Vanessę z zadumy.- Nie masz prawa nam nic zrobić! Nawet nie jesteś naszą prawdziwą matką!- Potem usłyszała uderzenie w policzek i głos wspomnianej kobiety.
- Jak śmiesz głupia smarkulo! Gdyby nie ja wylądowałybyście na ulicy, a ty jeszcze masz czelność podnosić na mnie rękę?!
Reszta była juz tylko mieszaniną krzyków złości matki i krzyków bólu córki.
- Proszę przestań!- Megan błagalnym głosem wołała do mamy, gdy zobaczyła, że jej siostra straciła przytomność.
- Cicho bądź! Albo znów cię doprowadzę do porządku!
Furia w oczach pani Stone jednak przygasła na widok Jennifer leżącej na ziemi. Krew znaczyła bluzkę na plecach Jenny. Dostrzegła też niewielkie plamki na plecach Megan. "Tym razem przesadziłam". Struchlała w duchu i zarzuciła pas na ramię. Rzuciła jednak tylko:
- Zanieś siostrę do pokoju.Pomóż jej.- Dodała do Urszuli (jednej ze sprzątaczek), która chciała bezszelestnie czmyhnąć z korytarza do kuchni.
Ula ma coś koło 40 lat. Jest szczupła, ale bardzo silna. Pracuje w domostwie pani Stone od kiedy tylko pojawiły się tu dziewczyny. W godzinach pracy musi mieć strój odpowiedni do wykonywanego przez nią w danej chwili zajęcia. Ciemne włosy spięte w ciasny kok, z którego najmniejszy kosmyk nie ma prawa wystawać. Dokładnie tak jak chce pani Stone. Idealnie. Bywało też tak, że to Urszula chodziła ze swoją szefową na ważne spotkania, ponieważ zna się na papierkowej robocie i negocjacjach jak nikt inny. Jest niezwykle urodziwa, a już zwłaszcza jej brązowe oczy. Panią Tatianę nieraz wprowadziły w taką zadumę, że aż sama musiała się w duchu skarcić. Nie żeby miała nagle jakieś homoseksualne zapędy. Po prostu uważała Ulę za niezwykle urodziwą kobietę. I te oczy... jest w nich coś, przez co NIKT nie może oderwać od nich wzroku.
- Tak jest.- Ukłoniła się swej szefowej i wraz z Megan powoli zaczęły wnosić Jennifer po schodach.
Pani Stone wciąż otumaniona gniewem ruszyła wolnym krokiem, by pozostałe ogniki furii ugasić na podniszczonej już szafce w jej sypialni.
- Wezwę doktora Kamińskiego. Połóż ją, szybko.- Powiedziała Urszula i podbiegła do Megan, która wpadła na ścianę i osunęła się na ziemię.
- Zakręciło mi się w głowie. Spokojnie, nic mi nie będzie.
- Wezwę go do was obu. Poczekaj tu, pójdę po Vanessę. Nie wstawaj.- Urszula oddaliła się pospiesznym krokiem.
- Matko!- Vanessa podbiegła do siostry.- Poczekaj, pomogę ci wstać.
- No już, już. Nie rób ze mnie kaleki.- Megan przewróciła oczami, ale oparła się na ramieniu siostry.
Gdy doszły do swojego pokoju, Vanessa usadziła siostrę na jej łóżku i pomogła Urszuli przynieść Jennifer.
- Lekarz będzie za około 10 minut.- Powiedziała Ula, chowając telefon do kieszeni.
- Co jest?- Jennifer otworzyła oczy i rozejrzała się po pokoju.
Po bokach drzwi wejściowych, w kątach pomieszczenia stało łóżko Vanessy i Megan. Po przeciwległej części pokoju, na przeciwko łóżka Kitki, stał ten sam mebel należący do Jennifer. Każda miała swój stolik nocny ze stojącą na nich lampką. Pod oknem ułożono trzy biurka w kształcie litery L. Resztę dostępnej powierzchni stanowiły duża, rozsuwana szafa z trzema skrzydłami i regały na książki. Wnętrze jest nowoczesne, ale dla sióstr zarazem przytulne. Jasno popielate ściany, gdzie przy łóżku każdej, Jennifer namalowała inny wzór. U Megan- burzowe chmury z piorunami, u Vanessy- duże drzewo, na gałęziach którego siedzi różnego rodzaju ptactwo, natomiast jej część zdobi duży płatek śniegu. Każde z tych malowideł było koloru czarnego. Meble mają mleczny kolor. Fioletowy dywan dopełnia ciemnobrązowe panele. Znajdują się tam również dekoracje w kolorach czerni, bieli i fioletu. Kolor śliwkowego fioletu mają również pościele dziewczyn.
- Obudziła się! Dzięki Bogu!- Urszula odetchnęła z ulgą.
- Matka znowu przesadziła?- Wyraz twarzy Jennifer ukazywał dezorientację.
- Nie wstawaj!- Vanessa podbiegła do siostry.- Megan, to się tyczy i ciebie.- Dodała, gdy zobaczyła, że dziewczyna się podniosła.
- Dzień dobry.
Czterdziestoletni mężczyzna wszedł do otwartego na oścież pokoju. Rozczochrane czarne włosy, jedniodniowa szczecinka na twarzy oraz podkrążone szare oczy wskazywały na zmęczenie lekarza. Ma około 180 cm wzrostu. Dość muskularny. Widać regularne uczęszczanie na siłownię. Przyszedł ubrany na sportowo, z plecakiem przerzuconym przez ramię. Najwidoczniej przeszkodzono mu w treningu. Ogółem wygląda jak wyciągnięty prosto z magazynu dla modeli.
- Która tym razem?- Pan Kamiński skinął Urszuli na powitanie.
Nie czekając na odpowiedź, podszedł najpierw do Jennifer.
- Jak mocno nadszarpnęłyście budżet Tatiany? Usiądź- Polecił.
- Nie tak znowu mocno.- Pan Kamiński wysunął rękę, łapiąc Jennifer za plecy, zapobiegając w ten sposób jej upadkowi.- Kręci mi się w głowie.
- Widzę.- Wyciągnął z apteczki wodę utlenioną, plastry i gazy.- Podciągnij bluzkę i połóż się na brzuchu.- Tym razem przegięła- Mruknął bardziej do siebie niż do innych.- Może cię zapiec.
- Ulka, mogłabyś opatrzeć Megan?- Podał jej opatrunki.
- Pewnie.
Po wykonaniu jeszcze kilku badań, mężczyzna orzekł lekkie wstrząśnienie mózgu u obu pacjentek.
- Tak nie może dalej być.- Pan Kamiński rozmawiał z matką dziewczynek w salonie.- Nie możesz się tak nad nimi znęcać. To mogło się skończyć o wiele gorzej i sama dobrze o tym wiesz.- Mówił głosem na tyle zduszonym, by nikt niepowołany nie usłyszał ich rozmowy, ale też na tyle głośno i takim tonem, aby to co mówi, trafiło do sumienia rozmówczyni.
- Poniosło mnie.- Pani Stone spokorniała. Zdała sobie sprawę jak głupio i dziecinnie to brzmi.
- Który to już raz? Mogłem wcześniej przymykać na to oko, ze względu na wieloletnią znajomośc, ale teraz...
- Dobra, po prostu powiedz ile chcesz?- Kobieta wyprostowała się, przewróciła oczami i zrobiła zniecierpliwioną minę, choć tak naprawdę obawiała się, że mężczyzna w końcu spełni groźby wypowiadane przy każdej jego wizycie.
- Tu nie chodzi o pieniądze...
- Tomku...
- Zrozum, wcale nie chodzi mi...
- Ile?
- Dziesięć tysięcy.
- I nic nikomu nie powiesz?- Pani Stone przygryzła lekko dolną wargę.
-Nic.
- ... zgoda... chodź- Zaprowadziła go do sąsiedniego pokoju, by podać mu w gotówce podaną sumę.
W tym czasie Urszula rozmawiała z dziewczynkami.
- No to dopiero wymyśliłaś.- Powiedziała zwracając się do Jennifer.
- Skąd ta pewność, że to ja wymyśliłam?
Nie myliła się. Chodzi o gruby, skórzany pas, którym były bite bezlitośnie za każdym razem, gdy ich wybryk nawet w najmniejszym stopniu spowodował uszczerbek w kieszeni ich matki. ''Byłam lana przez moją matkę dokładnie takim pasem i spójrzcie tylko. Przestałam myśleć o głupotach i mam teraz własną firmę. Zobaczycie, że kiedyś mi podziękujecie''- powtarzała ilekroć któraś się jej sprzeciwiła. Vanessa wyszła z pokoju i wyglądała ukradkiem z góry schodów na kłótnię dochodzącą z dołu.
- Mam dość!-Donośny krzyk Jenny wyrwał Vanessę z zadumy.- Nie masz prawa nam nic zrobić! Nawet nie jesteś naszą prawdziwą matką!- Potem usłyszała uderzenie w policzek i głos wspomnianej kobiety.
- Jak śmiesz głupia smarkulo! Gdyby nie ja wylądowałybyście na ulicy, a ty jeszcze masz czelność podnosić na mnie rękę?!
Reszta była juz tylko mieszaniną krzyków złości matki i krzyków bólu córki.
- Proszę przestań!- Megan błagalnym głosem wołała do mamy, gdy zobaczyła, że jej siostra straciła przytomność.
- Cicho bądź! Albo znów cię doprowadzę do porządku!
Furia w oczach pani Stone jednak przygasła na widok Jennifer leżącej na ziemi. Krew znaczyła bluzkę na plecach Jenny. Dostrzegła też niewielkie plamki na plecach Megan. "Tym razem przesadziłam". Struchlała w duchu i zarzuciła pas na ramię. Rzuciła jednak tylko:
- Zanieś siostrę do pokoju.Pomóż jej.- Dodała do Urszuli (jednej ze sprzątaczek), która chciała bezszelestnie czmyhnąć z korytarza do kuchni.
Ula ma coś koło 40 lat. Jest szczupła, ale bardzo silna. Pracuje w domostwie pani Stone od kiedy tylko pojawiły się tu dziewczyny. W godzinach pracy musi mieć strój odpowiedni do wykonywanego przez nią w danej chwili zajęcia. Ciemne włosy spięte w ciasny kok, z którego najmniejszy kosmyk nie ma prawa wystawać. Dokładnie tak jak chce pani Stone. Idealnie. Bywało też tak, że to Urszula chodziła ze swoją szefową na ważne spotkania, ponieważ zna się na papierkowej robocie i negocjacjach jak nikt inny. Jest niezwykle urodziwa, a już zwłaszcza jej brązowe oczy. Panią Tatianę nieraz wprowadziły w taką zadumę, że aż sama musiała się w duchu skarcić. Nie żeby miała nagle jakieś homoseksualne zapędy. Po prostu uważała Ulę za niezwykle urodziwą kobietę. I te oczy... jest w nich coś, przez co NIKT nie może oderwać od nich wzroku.
- Tak jest.- Ukłoniła się swej szefowej i wraz z Megan powoli zaczęły wnosić Jennifer po schodach.
Pani Stone wciąż otumaniona gniewem ruszyła wolnym krokiem, by pozostałe ogniki furii ugasić na podniszczonej już szafce w jej sypialni.
- Wezwę doktora Kamińskiego. Połóż ją, szybko.- Powiedziała Urszula i podbiegła do Megan, która wpadła na ścianę i osunęła się na ziemię.
- Zakręciło mi się w głowie. Spokojnie, nic mi nie będzie.
- Wezwę go do was obu. Poczekaj tu, pójdę po Vanessę. Nie wstawaj.- Urszula oddaliła się pospiesznym krokiem.
- Matko!- Vanessa podbiegła do siostry.- Poczekaj, pomogę ci wstać.
- No już, już. Nie rób ze mnie kaleki.- Megan przewróciła oczami, ale oparła się na ramieniu siostry.
Gdy doszły do swojego pokoju, Vanessa usadziła siostrę na jej łóżku i pomogła Urszuli przynieść Jennifer.
- Lekarz będzie za około 10 minut.- Powiedziała Ula, chowając telefon do kieszeni.
- Co jest?- Jennifer otworzyła oczy i rozejrzała się po pokoju.
Po bokach drzwi wejściowych, w kątach pomieszczenia stało łóżko Vanessy i Megan. Po przeciwległej części pokoju, na przeciwko łóżka Kitki, stał ten sam mebel należący do Jennifer. Każda miała swój stolik nocny ze stojącą na nich lampką. Pod oknem ułożono trzy biurka w kształcie litery L. Resztę dostępnej powierzchni stanowiły duża, rozsuwana szafa z trzema skrzydłami i regały na książki. Wnętrze jest nowoczesne, ale dla sióstr zarazem przytulne. Jasno popielate ściany, gdzie przy łóżku każdej, Jennifer namalowała inny wzór. U Megan- burzowe chmury z piorunami, u Vanessy- duże drzewo, na gałęziach którego siedzi różnego rodzaju ptactwo, natomiast jej część zdobi duży płatek śniegu. Każde z tych malowideł było koloru czarnego. Meble mają mleczny kolor. Fioletowy dywan dopełnia ciemnobrązowe panele. Znajdują się tam również dekoracje w kolorach czerni, bieli i fioletu. Kolor śliwkowego fioletu mają również pościele dziewczyn.
- Obudziła się! Dzięki Bogu!- Urszula odetchnęła z ulgą.
- Matka znowu przesadziła?- Wyraz twarzy Jennifer ukazywał dezorientację.
- Nie wstawaj!- Vanessa podbiegła do siostry.- Megan, to się tyczy i ciebie.- Dodała, gdy zobaczyła, że dziewczyna się podniosła.
- Dzień dobry.
Czterdziestoletni mężczyzna wszedł do otwartego na oścież pokoju. Rozczochrane czarne włosy, jedniodniowa szczecinka na twarzy oraz podkrążone szare oczy wskazywały na zmęczenie lekarza. Ma około 180 cm wzrostu. Dość muskularny. Widać regularne uczęszczanie na siłownię. Przyszedł ubrany na sportowo, z plecakiem przerzuconym przez ramię. Najwidoczniej przeszkodzono mu w treningu. Ogółem wygląda jak wyciągnięty prosto z magazynu dla modeli.
- Która tym razem?- Pan Kamiński skinął Urszuli na powitanie.
Nie czekając na odpowiedź, podszedł najpierw do Jennifer.
- Jak mocno nadszarpnęłyście budżet Tatiany? Usiądź- Polecił.
- Nie tak znowu mocno.- Pan Kamiński wysunął rękę, łapiąc Jennifer za plecy, zapobiegając w ten sposób jej upadkowi.- Kręci mi się w głowie.
- Widzę.- Wyciągnął z apteczki wodę utlenioną, plastry i gazy.- Podciągnij bluzkę i połóż się na brzuchu.- Tym razem przegięła- Mruknął bardziej do siebie niż do innych.- Może cię zapiec.
- Ulka, mogłabyś opatrzeć Megan?- Podał jej opatrunki.
- Pewnie.
Po wykonaniu jeszcze kilku badań, mężczyzna orzekł lekkie wstrząśnienie mózgu u obu pacjentek.
- Tak nie może dalej być.- Pan Kamiński rozmawiał z matką dziewczynek w salonie.- Nie możesz się tak nad nimi znęcać. To mogło się skończyć o wiele gorzej i sama dobrze o tym wiesz.- Mówił głosem na tyle zduszonym, by nikt niepowołany nie usłyszał ich rozmowy, ale też na tyle głośno i takim tonem, aby to co mówi, trafiło do sumienia rozmówczyni.
- Poniosło mnie.- Pani Stone spokorniała. Zdała sobie sprawę jak głupio i dziecinnie to brzmi.
- Który to już raz? Mogłem wcześniej przymykać na to oko, ze względu na wieloletnią znajomośc, ale teraz...
- Dobra, po prostu powiedz ile chcesz?- Kobieta wyprostowała się, przewróciła oczami i zrobiła zniecierpliwioną minę, choć tak naprawdę obawiała się, że mężczyzna w końcu spełni groźby wypowiadane przy każdej jego wizycie.
- Tu nie chodzi o pieniądze...
- Tomku...
- Zrozum, wcale nie chodzi mi...
- Ile?
- Dziesięć tysięcy.
- I nic nikomu nie powiesz?- Pani Stone przygryzła lekko dolną wargę.
-Nic.
- ... zgoda... chodź- Zaprowadziła go do sąsiedniego pokoju, by podać mu w gotówce podaną sumę.
W tym czasie Urszula rozmawiała z dziewczynkami.
- No to dopiero wymyśliłaś.- Powiedziała zwracając się do Jennifer.
- Skąd ta pewność, że to ja wymyśliłam?
- Oj Jenny, znam cię lepiej niż ktokolwiek inny, a widząc po obrażeniach
stwierdzam, że twój przekręt musiał z lekka uszczuplić zasoby waszej matki.
- Przykleiłyśmy Grubaskę do krzesła…- Na samo wspomnienie szamoczącej się nauczycielki, dziewczyny zaczęły się śmiać.
- No to pojechałyście po bandzie…
- Tylko, że to nie Megan powinna oberwać, a ja…- Czuć było w tonie Vanessy wyrzuty sumienia.
- Przykleiłyśmy Grubaskę do krzesła…- Na samo wspomnienie szamoczącej się nauczycielki, dziewczyny zaczęły się śmiać.
- No to pojechałyście po bandzie…
- Tylko, że to nie Megan powinna oberwać, a ja…- Czuć było w tonie Vanessy wyrzuty sumienia.
- Co? Nie sądziłam, że
dasz się namówić. A ty, czemu wzięłaś winę na siebie?- Wstała i podeszła w
stronę Meg.
- A wolałabyś opatrywać teraz Van?
-Wolałabym nie opatrywać żadnej z was.
- Ktoś w tej rodzinie musi być spokojny, a ktoś musi rozrabiać- Jennifer uśmiechnęła się łobuzersko.
- A było chociaż warto?
- Gdybyś widziała jej minę...- Wtrąciła się Vanessa.- Musi sobie poszukać nowej ulubionej spódnicy, bo ze starej niewiele się zostało.
-Nieźle. Aczkolwiek następnym razem trochę się pohamujcie, bo będę musiała was całe w bandaże opakować.
- A wolałabyś opatrywać teraz Van?
-Wolałabym nie opatrywać żadnej z was.
- Ktoś w tej rodzinie musi być spokojny, a ktoś musi rozrabiać- Jennifer uśmiechnęła się łobuzersko.
- A było chociaż warto?
- Gdybyś widziała jej minę...- Wtrąciła się Vanessa.- Musi sobie poszukać nowej ulubionej spódnicy, bo ze starej niewiele się zostało.
-Nieźle. Aczkolwiek następnym razem trochę się pohamujcie, bo będę musiała was całe w bandaże opakować.
Zaczęły się śmiać. Wieczorem Urszula kazała zejść Vanessie
na kolację a pozostałej dwójce dała szklankę wody i trochę chleba.
- Jak tylko tam na dole skończą jeść kolację, postaram się
coś dla was przemycić.
- Jesteś kochana.- Jenny i Megan chciały ją uściskać, ale powstrzymał je silny ból.
- Dobra, dobra zobaczymy co da się zrobić.- I z uśmiechem opuściła dziewczyny.
- Jesteś kochana.- Jenny i Megan chciały ją uściskać, ale powstrzymał je silny ból.
- Dobra, dobra zobaczymy co da się zrobić.- I z uśmiechem opuściła dziewczyny.
*
*
*
Gratuluję wytrwałym! Ten rozdział chciałam wrzucić już dwa tygodnie temu... niestety szkoła i wszystkie obowiązki z nią związane uniemożliwiły mi to :( ale w końcu jest i jestem zadowolna :) Następny rozdział wrzucę za dwa tygodnie (ewentualnie trochę później- no wiecie, szkoła -.-).
Co do zakładki z rysunakmi. Jestem w trakcie rysowania naszych trzech głównych bohaterek, ale mam na to wszystko czas tylko w weekendy, więc miałam do wyboru, w ten tydzień robię rysunek, w ten piszę rozdział... i tak to się rozwlekło w czasie... Nie przedłużając mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba :) Dzięki, że nadal śledzicie pilnie mojego bloga, zachęcam do komentowania i zostania tu na dłużej :)
Prawa autorskie zastrzeżone
Prawa autorskie zastrzeżone
niedziela, 16 sierpnia 2015
Rozdział 2
Po czasie wyznaczonym przez Grubą, dziewczyny w końcu zostały uwolnione, odpytane, a potem przyszła po nie ich matka. Gdy stanęła w progu sali, Vanessa się wzdrygnęła. Ubrana w beżową koszulę, czarną spódnicę i marynarkę tym samym kolorze, pani Stone wkroczyła do pomieszczenia pewnym krokiem. Czarne lakierki stukały o wybrakowane linoleum. Po wymienieniu uprzejmości, pani Kowalska przeszła do konkretów.
- Zniszczyły moją spódnicę!- Żaliła się.
- Rozumiem, bardzo za nie przepraszam.- Pani Stone oparła ręce na ramionach córek.- Nie mam pojęcia czemu tak rozrabiają.- Kontynuowała. Spojrzała na Vanessę, która stanęła z tyłu przy drzwiach. Podejrzewała, że i ona brała w tym udział, ale dodała tylko:-Oczywiście pokryję wszystkie koszta związane z tym wybrykiem.- Starając się przybrać jak najbardziej zatroskany ton, zakończyła rozmowę mówiąc:- Jak tylko wrócimy porozmawiam z nimi na ten temat. Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy, a teraz bardzo przepraszam, ale za godzinę mam ważne spotkanie z klientem.- Odwróciła się i rzuciła sucho:- Do widzenia.
Pani Kowalska odburknęła "Do widzenia", a gdy została sama westchnęła i powiedziała sama do siebie: "Gdyby tylko te rozmowy cokolwiek dawały". Po czym wzięła do ręki torebkę i wyszła zamykając salę na klucz.
- Rozumiem, bardzo za nie przepraszam.- Pani Stone oparła ręce na ramionach córek.- Nie mam pojęcia czemu tak rozrabiają.- Kontynuowała. Spojrzała na Vanessę, która stanęła z tyłu przy drzwiach. Podejrzewała, że i ona brała w tym udział, ale dodała tylko:-Oczywiście pokryję wszystkie koszta związane z tym wybrykiem.- Starając się przybrać jak najbardziej zatroskany ton, zakończyła rozmowę mówiąc:- Jak tylko wrócimy porozmawiam z nimi na ten temat. Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy, a teraz bardzo przepraszam, ale za godzinę mam ważne spotkanie z klientem.- Odwróciła się i rzuciła sucho:- Do widzenia.
Pani Kowalska odburknęła "Do widzenia", a gdy została sama westchnęła i powiedziała sama do siebie: "Gdyby tylko te rozmowy cokolwiek dawały". Po czym wzięła do ręki torebkę i wyszła zamykając salę na klucz.
* * *
Gdy tylko dziewczyny weszły do samochodu rozpętało się piekło.
- Jak mogłyście?!- Pani Stone zapaliła silnik i wyjechała na ulicę.- Po raz kolejny wystawiacie na szwank reputację naszej rodziny!- Cały czas krzyczała.- Jeśli ktokolwiek się o tym dowie... mogę stracić klientów!- Zaczęła lekko dramatyzować.
- Przez to, że przykleiłyśmy Gru... panią Kowalską do krzesła?- Jennifer przewróciła oczami.
Pani Stone pomijając tę uwagę kontynuowała.
- Nie nudzi się wam to? W zeszłym tygodniu wylałyście atrament na jej białą bluzkę, dwa tygodnie temu związałyście jej sznurówki, miesiąc temu Megan wrzuciła ślimaki do jej herbaty, dwa dni przed ślimakami, Vanessa wsadziła żabę do szuflady z testami, nie możemy oczywiście zapomnieć o tym jak Jenny wlepiła gumę do jej włosów...- Pani Stone rozpoczęła wyliczankę, przy czym ukradkiem uśmiechnęła się, przypomniawszy sobie jak kilka minut temu rozmawiając z nauczycielką zauważyła odrastający kawałek szczeciny z tyłu jej głowy.- Jest tego oczywiście o wiele więcej, dopiero zaczęłam wyliczać, jednak chcę wam dać do zrozumienia...
- Po pierwsze...- Zaczęła Vanessa. Nie zwróciła uwagi, że pani Stone zdenerwowała się faktem, że jej przeszkodzono.- ...atrament kupiłam w sklepie z żartami. Po dwudziestu minutach kolor zszedł i nie było po nim najmniejszego śladu.
- Po drugie...- Ciągnęła Megan.- ...to nie ja związałam jej sznurówki tylko Mateusz. Ja tylko podłożyłam materac z sali gimnastycznej żeby uniknąć ewentualnych siniaków... ale ślimaki podłożyłam ja. Ciągle marudziła, że z nauczycielskiej pensji nie może pozwolić sobie na spróbowanie przysmaków kuchni francuskiej. Jako, że akurat było po deszczu... a pod szkołą było ich pełno...
- To dlatego dwa dni przed tym incydentem Vanessa wsadziła do jej szuflady żabę?- Pani Tatiana próbowała zachować spokój, ale rozmawianie o wybrykach córek napawało ją gniewem. Kurczowo zacisnęła dłonie na kierownicy, aż pobielały jej kostki.
- Po trzecie...- ponieważ żadna nie zauważyła poirytowania ich mamy , Jennifer ciągnęła dalej- Nie wyplułam tej gumy na nią specjalnie. Rozwiązywałam zadanie na tablicy... Maks zaczął mnie rozśmieszać... i tak jakoś samo wyszło. Wyciągnęłabym jej tę gumę bez żadnych szwanków, ale ona wpadła we furię i próbowała wytargać ją sama. Zrobiła to tak nieudolnie... że sama widziałaś efekty.- Dziewczynki się uśmiechnęły.- A dziś...
- Dosyć!- Pani Stone gwałtownie zahamowała przed czerwonym światłem.- Mam dość! Jesteście nieusłuchanymi, nieznośnymi bachorzycami! Najchętniej ukarałabym was znów za wszystkie przekręty, ale będę sprawiedliwa i ukażę was tylko za dzisiejszy wybryk.- Ostro skręciła w prawo. Zwracając się do Megan i Jennifer.- Może jak przez jakiś czas nie będziecie jeść to przejdzie wam ochota na niszczenie cudzej własności. A spróbuj im tylko coś ukradkiem dawać Vanesso...
Dziewczyny otworzyły szeroko oczy. Wiedziały, że nie skończy się to tylko na tym, bo gdy w grę wchodzą pieniądze, matka jest wyjątkowo mało wyrozumiała. Krzyczała cos potem o niewychowaniu, o tym, że juz ona postara się, by jej córki nie spotykały się z tymi "łobuzami" z którymi spędzają całe dnie na wchodzeniu na drzewa i granie w piłkę nożną. Mówiła coś jeszcze, ale dziewczyny zanurzyły się głębiej w siedzeniach i marzyły o przycisku, który wyciszyłby ich matkę.
Dziewczyny otworzyły szeroko oczy. Wiedziały, że nie skończy się to tylko na tym, bo gdy w grę wchodzą pieniądze, matka jest wyjątkowo mało wyrozumiała. Krzyczała cos potem o niewychowaniu, o tym, że juz ona postara się, by jej córki nie spotykały się z tymi "łobuzami" z którymi spędzają całe dnie na wchodzeniu na drzewa i granie w piłkę nożną. Mówiła coś jeszcze, ale dziewczyny zanurzyły się głębiej w siedzeniach i marzyły o przycisku, który wyciszyłby ich matkę.
Witam wszystkich :). Gratuluję wszystkim cierpliwości, jako, że juz miesiąc nie wrzuciłam obiecanego rozdziału drugiego. Najpierw wyjechałam nad jezioro. Gdy juz wróciłam, kończyłam pisać ten rozdział (najpierw piszę w zeszycie, dopiero potem przepisuję na komputer). Dwa razy musiałam przerwać przez silną burzę, nie było mnie też trzy dni... ale w końcu jest! Następny rozdział postaram się wrzucić szybciej w ramach rekompensaty za zwłokę :)
Prawa autorskie zastrzeżone
Prawa autorskie zastrzeżone
Subskrybuj:
Posty (Atom)